Ćwiczenia z pamięci II

 

 

sklep

 

 Wspomnienia Pani Eli Jędrzejek, z domu Kalińskiej – Kosińskiej

(spisała Marta Miś)

W ilu domach mieszkałam …?

Przyjechałam do Gryżyny mając 9 lat z rodzicami, siostrą i dwoma braćmi z wioski koło Lubartowa. Zamieszkaliśmy w domu, którego dziś już nie ma – stał tuż obok dawnego Gasthausu Hermana Haucha. Budynek ten przypominał nasz dom rodzinny… być może rodzice dlatego właśnie akurat ten wybrali? Nie mieszkaliśmy tam długo, chyba dlatego, że nie był w zbyt dobrym stanie technicznym. Przeprowadziliśmy się o parę domów dalej do stojącego przy tej samej drodze budynku – tego, który potem kupił P. Tworowski. Ten dom wspominam najmilej a najlepiej pamiętam kuchnię letnią w stodole, w której toczyło się najszczęśliwsze życie rodzinne  – przy wielkim piecu i ogromnym stole.

Kiedy wyszłam za mąż zamieszkaliśmy w domu przy głównej drodze we wsi – mieszka w nim teraz nasz syn. Moi rodzice dostali zaś od nadleśnictwa mały domek z czerwonej cegły, który stoi na początku wioski. Jakiś czas potem, już z dziećmi i mężem zamieszkałam w tym domu w którym mieszkamy dziś. A więc mieszkałam w Gryżynie w pięciu domach!

Topografia powojennej Gryżyny

Domów we wsi było dużo więcej niż dziś; te niezamieszkane powoli niszczały a w końcu je rozbierano. Tak stało się z domem poniżej naszego, w którym mieszkał Pan Ciulewicz, zastrzelony przez milicjanta. Do tego domu prowadziła droga od kościoła ale przy nim się kończyła, nie można było przejść dalej na drugi kraniec wsi. Stodoła należąca do zabudowań Ciulewicza, a raczej jej ruiny, są teraz na terenie  Państwa Pileckich .

Stary Kościół zbudowano w roku 1783 a zburzono w 1957. Przed nim, na prawo od głównego wejścia, była płyta nagrobna a pod nią grobowiec. Z tyłu Kościoła zaś mały, bardzo stary przykościelny cmentarz.

Kiedy postanowiono Kościół zburzyć część wyposażenia wywieziono a część zniszczono. Były tam piękne organy i dzwon, który wisiał na wieży kościelnej. Po zburzeniu starego Kościoła dzwon wywieziono do Jemiołowa. Kiedy stawiano dzwonnicę na cmentarzu obok kapliczki, mój Józef pojechał upominać się o niego i dzwon znowu trafił do Gryżyny. Dziś dzwoni na msze w nowym Kościele. Jest na nim napis „Griesel 1928”.

Krzyż, który wisiał nad drzwiami starego Kościoła powieszony został nad drzwiami kapliczki na cmentarzu.

Podłoga w starym Kościele wyłożona była sześciokątnymi ceglanymi płytkami  – jedną taką mój mąż zachował.

Pierwszy proboszcz przyjeżdżał z Ołoboku. Mówiliśmy na niego Januszek, chociaż naprawdę miał na imię Wilhelm. Jego rodzice to mieszane polsko – niemieckie małżeństwo; zostali w Ołoboku po wojnie na swoim dużym gospodarstwie .

Moja starsza siostra Karolcia brała ślub w starym kościele, a ja już w Toporowie, bo tam wtedy była nasza parafia.

widok ogolny

Nieopodal kościoła, bliżej szkoły, widać na starych pocztówkach murowany dom. Kiedy przyjechaliśmy do Gryżyny pozostały po nim tylko ruiny; wszyscy mówiliśmy na to miejsce „zakład krawiecki”. Przed wojną mieszkał tam krawiec – powiedział nam o tym jedyny Niemiec, który został po wojnie w Gryżynie, pan Schultz. Mieszkał on przez jakiś czas w Pałacu, w którym zainstalowane już było nadleśnictwo. Służył pomocą w zapoznawaniu  nowego nadleśniczego, pana Piotrowskiego, z terenem i leśną gospodarką.  Nie pamiętam już, kiedy pan Schultz wyjechał z Gryżyny.

W budynku dawnej poczty, tym, którego już nie ma, po prawej stronie od głównego wejścia mieszkał niejaki Grzesiek , który wynajmował się do pasania krów. Gospodarze dawali mu do pasienia swoje krowy i płacone miał od sztuki.

Ciekawe, że nie ma żadnych zdjęć domów przy głównej Gryżyńskiej drodze. Tutaj też sporo się zmieniło, nie ma wielu budynków, które były kiedyś. Po prawej stronie drogi (patrząc od Węgrzynic), przed domem Pani Bileńskiej, stał nieduży, skromny domek, po którym dziś zostały tylko schodki prowadzące donikąd. Dalej, za krzyżem i starym domem Państwa Borysewiczów stał przy drodze bardzo okazały dom. Dziś zamieszkana jest należąca do niego stodoła (dom  Pani Ilony i Janusza).

Na Augustynce, idąc w prawo od betonowej drogi prowadzącej nad jezioro był staw, a za nim ruiny bardzo dużego gospodarstwa.

Nadleśniczy Piotrowski

Pan Piotrowski przyjechał z Poznania prawdopodobnie w 1946r.,  wraz z żoną , sześciorgiem dzieci i swoją matką, którą gryżynianie zwali „starszą panią”. Zamieszkał w Pałacu, gdzie ustanowiono siedzibę Nadleśnictwa, a on został nadleśniczym.

W Pałacu zamieszkał także Pan Schultz, mieszkaniec przedwojennego  Griesel, który miał pomagać nowemu nadleśniczemu przejąć cały teren.

Żona pana Piotrowskiego była z wykształcenia prawniczką. Oboje byli więc wykształceni i z tej między innymi racji bardzo szanowani przez mieszkańców wsi. Na wszystkich duże wrażenie robił widok  „starszej pani” , która każdej niedzieli elegancko ubrana zasiadała w kościelnej ławie. Razem z nimi przyjechała Pani Zaradko, niania, która  opiekowała się jeszcze panem Piotrowskim gdy był mały a teraz zajmowała się jego dziećmi. Pani Zaradko  zmarła w Gryżynie  i jest pochowana na tutejszym cmentarzu Piotrowscy zatrudniali w Pałacu także pomoce domowe, kucharki, sprzątaczki – mieszkanki Gryżyny.

Piotrowscy byli bardzo życzliwymi i pomocnymi ludźmi.  Potrafili też docenić dobra, które zastali w Pałacu. Otoczyli je opieką, a ponieważ były tam biura Nadleśnictwa wszystko było pod nadzorem. Kiedy pod koniec lat 50 ustanowiono przepis, który pozwalał w ramach tzw . PUR-u na zakup mienia poniemieckiego, Piotrowscy kupili meble i poroża, których w Pałacu była ogromna ilość. Gryżynę opuścili po 16 latach.

Powojenne życie w Gryżynie

Mimo, że mieszkańcy przybyli tu z rożnych stron Polski trudy powojennego życia bardzo ich do siebie zbliżały. Wszyscy pracowali na roli, hodowali zwierzęta. Nadleśnictwo potrzebowało ludzi do sadzenia drzewek, zbierania szyszek i żołędzi na nasiona.  Kto więc mógł, dorabiał pracą w lesie. Często  przyjeżdżali tu  również robotnicy sezonowi.

Pracowaliśmy wszyscy ciężko ale nie głodowaliśmy, co po wojennych przejściach było dla nas bardzo ważne. Pomagaliśmy sobie nawzajem , szczególnie podczas prac polowych, w czasie  żniw, przy koszeniu, młóceniu. Po wspólnej pracy zawsze był wspólny posiłek, często zakrapiany czymś mocniejszym, co dodatkowo nas wszystkich zbliżało .

Był tez wtedy jeszcze zwyczaj „darcia pierza”. Zbierało się wtedy czasem i trzydzieści kobiet, które razem pracowały,  śpiewały i snuły różne opowieści. Wieś się też bawiła: zabawy były w  willi Rupnowa  i  na placyku powyżej Pałacu, na tym samym, na którym kilka lat wcześniej bawili się mieszkańcy Griesel.

Wszyscy czuliśmy się tu bardzo ze sobą związani, stanowiliśmy zwartą i bliską sobie społeczność .

Z pierwszych, najstarszych mieszkańców Gryżyny zostało już dziś tylko pięć rodzin: my, Pani Majkowa i Paliwodowa, Państwo Gąsiorowie i Pileccy.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii wspomnienia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Ćwiczenia z pamięci II

  1. Wojciech Piotrowski pisze:

    Dziękuję za miłe słowa o naszych rodzicach. Byli jednymi z pierwszych powojennych mieszkańców Gryżyny. I nie mieli od razu sześciorga dzieci! Mieli dwoje – pozostała czwórka urodziła (w tym ja) urodziła się już podczas zamieszkiwania w Gryżynie. Niania nazywała się Zaranek. „Starsza pani” to moja babcia i jej opis faktycznie się zgadza.

  2. B.O. pisze:

    We wspomnieniach Pani Eli są również nieścisłości.Dom z czerwonej cegły, który znajduje się po lewej stonie na początku wsi od strony Świebodzina państwo Kosińscy(rodzice Pani Eli) kupili w 1968r. od poprzedniego właścicieli Bolesława i Heleny Watrak. Dom ten nigdy nie należał do nadleśnictwa. Poprzedni właścicele otrzymali ten dom aktem nadania od państwa. Sprzedali dom w Gryżynie i przeprowadzili się do Łochowic koło Krosna Odrzańskiego.

    • marta pisze:

      Pamiętasz może czy ten dom miał od strony ogrodu altanę ( bardzo piękną podobno )? Pamiętasz wnętrze ceglanego domku ? Jak tam było ? Czy pamiętasz dom , który przylegał do ceglanego domu z jego prawej str (pierwszy po lewej jadąc od Węgrzynic ). Mówią niektórzy , że była tam stolarnia .
      Zadaję ci tyle pytań bo widzę , że dużo pamiętasz więc liczę na więcej i więcej …
      Pozdrawiam .

      • B.O. pisze:

        Marto! Przepraszam, że długo czekałaś na odpowiedź 🙂
        W głębi ogrodu faktycznie była piękna drewniana altana z drzwiami po środku i małymi okienkami po bokach. Altana wyglądała jak z bajki. Obok niej z prawej strony stał piec chlebowy. Takich pieców na terenie Gryżyny było wiele. Piece takie znajdowały się m.in. na granicy posesji Państwa Bieleńskich, na końcu ogrodu Państwa Sudakowskich, po prawej stronie drogi pod lasem naprzeciw domu Państwa Frymusów (obecnie Kotyzów) oraz na Augustynce. Jeżeli chodzi o ceglany dom to składał się on z tzw. sieni, dwóch pokoi znajdujących się po obu stronach budynku, kuchni (której już po wojnie zbudowano piec chlebowy), spiżarni oraz pokoiku na strychu. Ze spiżarni znajdującej się przy kuchni było zejście do piwnicy. Na działce znajdującej się za budynkami gospodarczymi był biały dom. Dom składał się z parteru i piętra. Na parterze znajdowały się podobno duże okna przypominające witryny sklepowe, na piętrze były pokoje mieszkalne. Obok znajdowała się również hala, która być może była stolarnią. Prawdziwa stolarnia znajdowała się na Augustynce naprzeciw domu Państwa Paliwodów. Dlaczego tak Cię interesuje historia tego domu?

        • marta pisze:

          Dziękuję za odpowiedz . Jak to dobrze , że są ludzie z dobrą pamięcią ( ja się niestety do nich nie zaliczam ), no i że chcą się dzielić z innymi swoimi wspomnieniami .
          Interesuje mnie ten dom bo od niedawna jest w rękach kolejnych właścicieli – mojej córki i jej rodziny .
          Zawsze nas zachwycał swoją urodą – prostotą przede wszystkim . Mamy nadzieję , że nic na urodzie nie straci po koniecznych remontach . A altana … Może uda się i ją odtworzyć … Wszak i teraz jest stolarz na podorędziu , jak kiedyś ten za płotem …
          Co do pieców chlebowych – słyszałam , że Niemcy nie pozwalali budowac ich w domach ze względu na zagrożenie pożarem .
          Pozdrawiam serdecznie .

          • B.O. pisze:

            Jeżeli uda mi się zdobyć stare zdjęcia z tego domu oraz obejścia to postaram się je tu zamieścić. Być może będzie na nich wspomniana altana. Proszę o cierpliwość 🙂

          • mm pisze:

            Pani B.O., napisalam do Pani maila. Pozdrawiam 🙂 magda mis.

  3. B.O. pisze:

    Stary kościół zburzono na pewno po roku 1958r..Ponieważ z opowieści moich rodziców wiem, że byłam jedną z ostatnich osób, które były ochrzczone w starm kościele. Było to w listopadzie lub grudniu 1958r..Potem kościół został zamknięty ponieważ groził zawaleniem.Stał tak jeszcze przez pewien czas.

  4. Lech Piotrowski pisze:

    W pałacu mieszkał istotnie Pan Schulz z żoną i synem Gero ale nie byli oni przedwojennymi mieszkańcami Griesel lecz pochodzili z Wielkopolski gdzie byli tzw. osadnikami niemieckimi, mówili biegle po polsku a Gero chodził z nami do szkoły w Gryżynie. W końcu lat czterdziestych wyjechali do Niemiec gdzie podobno Gero prowadzi zakład rzeźniczy. Wcześniej mieszkał tu także Niemiec Pan Oskar ( nie pamiętam nazwiska) i być może on był dawnym mieszkańcem Griesel lub okolicy.

  5. Asia M pisze:

    gdybysmy znali nazwisko pana Oskara…

    • Anonim pisze:

      Nasza Mama twierdzi, ze pan Oskar nazywał się Weber i miał dwie córki – jedna z nich miała na imię Erika.
      Hanka F.

      • mm pisze:

        A czy mama mówi, że był on dawnym mieszkańcem Gryżyny? może wie, w jakim domu mieszkał i jak długo po wojnie został?

  6. marta miś pisze:

    Podczas moich rozmów z Elą Jędrzejak padały dwa nazwiska Niemców , którzy zostali po 1945 r w pałacu . Ela twierdziła , że to był pan Krauze a Józef , że Schultz .
    Oba te nazwiska figurują w spisie mieszkańców .

  7. marta pisze:

    Prośba do B.O. !
    Zajrzyj do mojego wpisu pod twoim z 27. 03 ( mój z 3.04). Pewnie ci umknął bo tyle w międzyczasie się działo a ja nie mogę doczekać sie odpowiedzi !

  8. B.O. pisze:

    Pytanie do Magdy: na jaki adres mailowy wysłałaś mi wiadomość? Pytam,bo jeszcze nic nie otrzymałam.

Możliwość komentowania jest wyłączona.