Historia Griesel przed 1945r

Historia Griesel przed 1945r

Opracowanie to jest pracą zbiorową mieszkańców Gryżyny.

Powstało z inspiracji Pana Henryka Kasowskiego, dzięki zaangażowaniu kilku osób: Pani Alicji Nawojskiej, Małgorzaty Kurmańskiej, Jana Wilczyńskiego, Lecha Skórskiego i Jana Aulicha, którzy wyszukali i udostępnili materiały; Pan Volker Riegels materiały te  opracował, Pani Gabriela Riegels – Mitręga i Pan Piotr Tomecki przetłumaczyli tekst na język polski. Bardzo Państwu dziękujemy! Dzięki Wam po raz pierwszy powojenni mieszkańcy Gryżyny mają szansę zapoznać się z jej przeszłością.                                        Warto było się natrudzić 🙂

Tekst powstał w oparciu o źródła:

  1. Horst Heck, Liblarer Str. 63, 50231 Brühl: „In der Dormitte sprudelten die Griesel-Oellen” Heimgrüße
  2. Krause, Werner H. „Totentanz im Oderland” Druffel & Vohwickel
  3. Encyklopedia Powszechna PWN- Warszawa 1973r.

 

******

Historia wsi

Prawie wszytkie wsie leżące w obrębie Brandenburgii, jak również te należące do dzisiejszej Ziemi Lubuskiej gdzie leży miejscowość Gryżyna, są podobnej struktury społecznej i krajobrazowej oraz posiadają przybliżoną datę powstania. Grunty, na których leżą to przeważnie nieurodzajne gleby piaszczyste, na których ówcześni mieszkańcy nie potrafili stworzyć bogatego regionu rolniczego dającego obfite zbiory żniwne. Swój „codzienny chleb” musieli wypracowywać w trudzie, mozole i wytrwałości. Podstawowe uprawy i płody rolne to żyto, owies i ziemniaki. Liczne dziko rosnące lasy były przeważnie sosnowe.

Prawie każda wioska posiadała zarządcę właściciela gruntów, Gryżyna również. Te dobra własnościowe stanowiły w Prusach wydzieloną administracyjnie część danego regionu. Tereny dóbr majątkowych wraz z mieszkańcami podporządkowane i podległe były właścicielowi ziemskiemu. Jeszcze przed nastaniem reformy administracyjnej w 1872r. właściciel ziemski posiadał na swoim terenie wszelką władzę ustawodawczą, sądowniczą oraz prawo do policyjnego przymusu. Władza sądownicza właścicieli ziemskich zniesiona została w r.1877 poprzez ustanowienie nowej Niemieckiej Konstytucji Sądowniczej.

Społeczną, przewodnią zasadą było : „rycerstwo zapewnia obronę dóbr poprzez udział w wojnach, jego utrzymanie pokrywają podatki płacone przez rolników i robotników rolnych”

Istniejący stan majątkowy i społeczny Gryżyny ok. r.1700 opisany został przez kronikarza z Krosna Joachima Möllera. Nazwał on owe tereny „zbiorowiskiem budek smolnych postawionych na piaskowych wzgórkach”.  Wioską stała się Gryżyna wówczas, kiedy wyżej wymienione tereny dzikiej zabudowy zlikwidowano, większe obszary leśne uporządkowano i scalono, zaś grunty orne i łąki wydzierżawiono drobnym właścicielom ziemskim.

Polożenie

Gryżyna położona jest na wysokości około 90 do 94 m.n.p.m. Teren ten obniża się do wysokości 67 m.n.p.m. w kierunku do środka wioski, do miejsca źródła Potoku Gryżyna. Potok Gryżynka dzieli wieś na dwie części, domy zbudowane zostały po dwóch stronach doliny.

Wieś leży na jednym ze wzgórz poprzez które biegnie główna droga do niżej położonych, rdzennych terenów do niej należących. Tereny licznych źródełek w Gryżynie rozciągają się od północy po stronę południową i praktycznie rozdzielają dwie zasadnicze osady mieszkaniowe wioski. Pobrzeża tych terenów dziś porośnięte są olchami, kiedyś służyły jako pastwiska i warzywne ogródki.

Część środkowa terenów źródlanych jest otwarta, nieporośnięta; tutaj woda wypływa z licznych źródełek, które łączą się w uroczy i znaczący Potok Gryżyna, płynących od mostku w pobliżu byłej kuźni w kierunku południowym.

Różnorodność form terenowych z odmienną porą wegetatywną roślinności oraz różnorodną formą zabudowy dodaje wiosce specjalnego uroku. Jest prawie niemożliwe dokładne i jednoznaczne określenie granicy i przyporządkowanie typowych miejsc, takich jak: drogi, pola i pastwiska do właściwego rejony wioski.

Gryżyna opasana i zamknięta jest szczelnym pierścieniem leśnym. Tylko stronę północną i zachodnią pokrywają pola i łąki. Ale ten 2,5 km pas kończy ponownie szczelny pierścień lasu.

Przez łąki i pastwiska południowej części Gryżyny płynie Potok Gryżyna, wielokrotnie zmieniając swój kierunek, by po prawie 14 km ujść do Odry.

Dolina Gryżyny ze swoimi licznymi jeziorkami, bogatymi w ryby oraz posiadającymi w swym otoczeniu specyficzną florę i faunę, znana jest w szerokich kręgach turystycznych i niejednokrotnie opisana już została w wielu przewodnikach krajobrazowych.

Gryżyna leży z dala od ważnych szlaków komunikacyjnych. Miejscowość Krosno Odrzańskie oddalona jest o 21 km od niej w kierunku południowym. W podobnej odległości, lecz od strony północno-wschodniej, leży miejscowość Świebodzin należąca do okręgu Sulechów. Obydwie miejscowości osiągalne są wspólną drogą biegnącą przez Gryżynę.

Dworce kolejowe znajdują się: jeden w odległej o 9 km w kierunku południowym Bytnicy, drugi na północy w Toporowie. Przez Toporów biegnie ważny, znacznie uczęszczany szlak kolejowy Berlin-Poznań. Do dziś pozostał ważnym punktem docelowym podróży w ten region kraju.

Dopiero w r.1928 Gryżyna włączona została w ową regularną sieć komunikacyjną, poprzez uruchomienie stałego pocztylionu (dyliżansu pocztowego ze Świebodzina), który dwa razy dziennie przybywał do wioski (o 9.00 i o 17.00). Już wcześniej Świebodzin spełniał rolę pośrednika i łącznika pocztowego z Gryżyną.

Mieszkańcy

Gospodarka rolna i leśna stanowiły podstawę zatrudnienia i utrzymania mieszkańców Gryżyny. Przed rokiem 1945 wg statystyk liczba mieszkańców Gryżyny wynosiła dokładnie 500 osób. Większość z nich to rolnicy, urzędnicy i pracownicy leśni oraz robotnicy rolni, wcześniej zatrudniani w majątkach ziemskich i podlegli ich właścicielom.

Od roku 1888 znacząco wzrosły wpływy elektoratu Hohenzollernów jako głównego pośrednika i pracodawcy w rejonie Gryżyny. Sam Książęcy Urząd Leśny zarządzał powierzchnią 5250 ha lasów podzieloną na sześć rewirów, z których dwa należały do Gryżyny. Oprócz terenów leśnych do tej dynastii należały również pola i łąki z obszaru Gryżyny.

Główną siedzibą dynastii Hohenzollernów był odległy Sigmaringen.

Historia Griesel i jej mieszkańców

W końcu XVII w. w Gryżynie istniały dwie wielkie rycerskie posiadłości ziemskie. Jedna z nich należało do Bernharda Rudolfa von Schenkendorffa, druga do Bernharda von Morsteina.

Historię wsi Gryżyna z lat 1694 do 1925 na podstawie starych zapisów i przesłanek opracowała w r.1927 pani Elizabeth Linke, córka pana Müllers-Klopscha, jednego z zarządców Gryżyny. Opis ten umieszczono w Księdze Pamiątkowej Urzędu Okręgowego w Krośnie. Niestety owa księga zaginęła i brak potwierdzenia niektórych faktów historycznych. Istnieją jedynie informacje, wspomnienia i przekazy ustne dotyczące niektórych faktów.

Kolejność rządów i wpływów właścicieli ziemskich w Gryżynie ogólnie i z wielkim przybliżeniem określić można na podstawie kwitów rozliczeń finansowych z młynarzem. Brak jednak takiego rejestru z lat 1700 do 1854.

Dobra ziemskie Bernharda Rudolfa von Schenkendorfa przejął w 1739 roku właściciel ziemski von Wulffen, który to z kolei przekazał je w roku 1763 Ernestowi von Pförtnerowi.

Dobra ziemskie Bernharda von Morsteina po jego śmierci zostały w roku 1790 drogą przymusowej licytacji przekazane nowemu zarządcy Andreasowi von Pförtnerowi. Od tego czasu obydwie ziemskie posiadłości rycerskie zostały scalone i znalazły się w rękach jednego właściciela: rodziny von Pförtner.

Topografia Griesel w połowie XIXw.

Pałacyk myśliwski

W roku 1809 Major Perle kupuje posiadłość ziemską od rodziny von Pförtner i buduje na niej istniejący do dzisiaj Zamek Myśliwski.

3

 

droga do palacu

Niestety, już w niedługim czasie major Perle popada w trudności finansowe i prosi Rycerską Kasę Pożyczkową o kredyt na utrzymanie i prowadzenie Zamku. Kasa Pożyczkowa zleca Naczelnemu Królewskiemu Zwierzchnikowi Leśnictwa panu Krause oszacowanie wartości tej posiadłości. W ocenie pisemnej zwierzchnika Krause czytamy : ” Na posiadłości majora Perle w miejscowości Gryżyna nie znalazłem nawet jednego polana nadającego się do rozpalenia ognia.” Ta opinia oznaczała, że Zamek jest doszczętnie zrujnowany i nieużyteczny. W tej sytuacji Major Perle nie otrzymał żadnego kredytu, zaś Zamek wystawiony został do przymusowej licytacji, na której to właśnie ów zwierzchnik Krause nabył go za sumę 60 000 talarów…

Naczelnik Krause dokonał wielu istotnych i znaczących zmian gospodarczych w rejonie. Dobrze przysłużył się wiosce i jej mieszkańcom, zbudował i wyposażył gorzelnię i browar. Wystawił kolonię budynków mieszkalnych dla urzędników leśnych. W południowej części Gryżyny, na jej najwyższym punkcie zwanym wzgórzem Augustyna wybudował i uruchomił hutę szkła. Obok huty wystawił pięć budynków mieszkalnych dla pracowników oraz członków ich rodzin.

Huta szkła produkowała wszelkie typy butelek, słoików oraz pojemników szklanych. Znacząca była produkcja szyb – szkła okiennego. Zbytem i sprzedażą wyrobów hutniczych zajmował się własny oddział handlowy posiadający również swój transport. Znaczną część produkcji sprzedawano poprzez pośredników kupieckich. Produkty huty docierały do odległego Frankfurtu n/Odrą jak również aż do Berlina. Odbiorcami szkła były prowincje Poznania i Śląsk. W pobliżu huty postawiono młyn napędzany siłą wody ze stawu wapiennego. Młyn rozdrabniał surowiec (piasek) do produkcji szkła.

Kolejnym, ważnym przedsięwzięciem Krausego była budowa cegielni oraz pieca do wypalania wapna. Margiel wapienny wydobywano z dna stawu wapiennego oraz jego sąsiedztwa. Do dziś widoczne są ślady po rozkopach wokół jeziorka, potwierdzające kopalnictwo Margla.

Wielce przysłużył się również Krause Gryżynie jako inicjator i fundator wielu znaczących walorów przyrodniczych i krajobrazowych. To on właśnie wytyczył i obsadził piękne aleje dębowe, które do dzisiaj użyczają mieszkańcom Gryżyny kojącego cienia w okresie upałów.

Piękne aleje wysadzone wiekowymi dębami są widocznymi naturalnymi pomnikami przyrody. To właśnie Krause był inicjatorem zadrzewienia. On osobiście nadzorował sadzenie młodych drzewek.

W północno-zachodniej części młyna wodnego, w otoczeniu potężnych i rozłożystych buków, istniała bażantarnia, hodowla królewskich ptaków, nieco dalej zaś poza łańcuchem jeziorek i stawów w pobliżu granicy z Zawiszem rozciągał się tzw. park zwierzęcy przeznaczony przede wszystkim dla danieli.

Niezbyt przychylną i pozytywną postawę przyjął naczelnik Krause w stosunku do mieszkańców Gryżyny, którzy uzyskali prawa do nabywania gruntów rolnych na własność. Nabywanie gruntów rolnych na własność obwarowane było zapłaceniem wysokiego odszkodowania właścicielowi ziemskiemu, co w wielu przypadkach przekraczało możliwości finansowe rolników. Wyłączenie gruntów wieśniaczych z majątku ziemskiego oznaczało wprawdzie daleko idącą wolność dotyczącą korzystania z ziemi, niestety w większości przypadków była ona niemożliwa, bowiem wpędzała rolnika w wieloletnie zadłużenie, czyniąc z niego w dalszym ciągu robotnika rolnego podległego właścicielowi ziemskiemu.

Do posiadłości ziemskich w Gryżynie Krause dokupił jeszcze liczne grunty należące do Grabina i Podłej Góry.

Około roku 1858 naczelnik Krause wybudował swojej młodej żonie, wywodzącej się z prostej społeczności wiejskiej Pałacyk na Górce, położony na przeciwko Zamku Myśliwskiego, nazwany willą Beensch. Budowę pałacyku Beensch prowadził zasłużony mistrz budowlany pan Licht. Ten obiekt był dla niego niejako tematem i pracą egzaminacyjną w wieloletniej karierze. Wieczorami często widywano pana Lichta w młynie, gdzie w tańcu znajdował rozrywkę i odpoczynek po pracy.

fontanna i palac

Po śmierci naczelnika Krause, młoda wdowa zamieszkiwała Pałacyk na Górce aż do swojej śmierci do roku 1888. Była wstrzemięźliwą, szanowaną i lubianą przez społeczność Gryżyny.

W miejscu gdzie wybudowano Pałacyk Beensch wcześniej znajdował się zajazd ze stajniami i wozownią dla przejezdnych kupców.

cropped-dom-aliny2.jpg

 Widok na stajnie i powozownie (po prawej, w głębi)

 Po śmierci Krausego w r.1862 majątek oraz władze po nim przejął jego syn, Królewski Radca Rządowy, który dotąd na stałe mieszkał w Podłej Górze.

Niestety zbyt wcześnie zmarły (1864) spadkobierca Krausego znany jako autor projektu budowy dwóch linii kolejowych: Berlin-Poznań oraz Wrocław-Szczecin nie przyczynił się znacząco do rozwoju Gryżyny. Wdowa po nim wykazywała zupełny brak zainteresowania budową wymienionych linii kolejowych. Projekt nie doczekał się realizacji.

To był bardzo niekorzystny moment dla dalszego rozwoju gospodarczego regionu. Kolejnym spadkobiercą Krausego został jego syn Ernest, potomek z trzeciego małżeństwa, który również bardzo wcześnie, bo w wieku 9 lat zmarł nagle na – jak wówczas określano – „zdradziecką chorobę dziecięcą”.

Tak spełniło się przekleństwo i przepowiednia rzucona przez panią Perle: „ Gryżyna nie powinna nigdy stać się własnością spadkobierców trzeciej linii”.

Pani Klothilda Krause była odważną i przedsiębiorczą kobietą. Niestety śmierć jedynego syna sprawiła, że stała się zgorzkniałą, zamkniętą w sobie. Nie okazywała ludziom typowej troskliwości i miłości, ale też nie cieszyła się wielką sympatią wśród poddanych. Ta jej obojętność i brak zainteresowania sprawami wsi spowodowała upadek i ruinę huty szkła. Gospodarka rolna całkowicie podupadła.

W latach 80-tych XIX w. jeden z energicznych i przedsiębiorczych urzędników pani Krause próbował na nowo poprawić gospodarkę Gryżyny i przywrócić czasy dostatniej przeszłości. Niestety, nie otrzymał od pani Krause wymaganych nakładów pieniężnych na te szczytne cele, w rezultacie czego musiała ona swoje podupadłe dobra w roku 1888 sprzedać księciu Leopoldowi von Hohenzollern-Sigmaringen.

W połowie XIX w Gryżyna posiadała najwyższą liczbę mieszkańców i stała się atrakcyjną miejscowością dla nowych osiedleńców. W miejscowej szkole uczyło się 180 dzieci pod okiem znanego nauczyciela pana Andrala, którego ojciec wcześniej też był nauczycielem tej szkoły.

 

szkoła

Dzieci ze szkoły w Griesel, na jej podwórku, 1908r

 

Do wspólnoty kościelnej Gryżyny należały: Zawisze, Węgrzynice, Błonie i Niedźwiedź.

W niedziele i dni świąteczne ciągnęły do Gryżyny całe karawany wozów chłopskich na Plac Kościelny, gdzie zaopatrywano się na licznych stoiskach kramarskich w wyroby rzeźnicze, piekarskie oraz inne potrzebne do codziennego użytku artykuły domowe. Dla gospodarzy i sprzedawców z Gryżyny było to źródło wysokich dochodów i zapewniało dostatnią egzystencję.

Na kilka niedziel przed Bożym Narodzeniem przybywali do Gryżyny kramarze nawet z odległego Krosna i Świebodzina , przywożąc słodycze i świąteczne wypieki. Na Placu Kościelnym panowała prawdziwa gorączkowa atmosfera kupiecka i targowa. Do dzisiaj wspominają starsi mieszkańcy Gryżyny, kiedy to jako dzieci, jeszcze na długo przed Bożym Narodzeniem oszczędzali pieniądze na zakup słodkości i specjalnych pierników i jak potem z niecierpliwością czekali na przyjazd kramarzy z budami kupieckimi.

 

/ stare zdjęcie budynku zajazdu gospodarczego (gościńca) oraz rzeźnictwo rodziny Stielow w Gryżynie /

Od przystanku pocztylionu w części północno-wschodniej Gryżyny prowadzi piaszczysta droga w kierunku południowym do środka wioski. Po prawej stronie drogi spotykamy placyk otoczony dębami, wystarczająco duży, by przyjąć na gościnne występy przejezdną trupę cyrkową, która w regularnych odstępach czasu przybywała do Gryżyny. Od czasu do czasu plac ten służył jako obozowisko dla przejezdnych taborów cygańskich. Po lewej stronie owej drogi , biegnie pod górę, obsadzona sosnami dróżka prowadząca na miejscowy cmentarz.

Nieco dalej droga rozwidla się , a na jej rozgałęzieniu stał sklep z artykułami kolonialnymi należący do rodziny Theodora Knappe. W budynku tym znalazła również pomieszczenie Poczta w Gryżynie.

 

U dołu pocztówki stare zdjęcie sklepu rodziny Knappe. Na zdjęciu pokazana jest północno-wschodnia ściana frontowa. W części tylnej budynku widoczna altana – ganek stanowiący pocztę. Powyżej gospoda rodziny Hauch.

 

Sklep pana Theodora Knappe wyróżniał się doskonałym zaopatrzeniem we wszelkie towary, od tych najprostszych aż do wielu niezbędnych w prowadzeniu gospodarstw domowych. Gospodarz i sprzedawca w jednej osobie praktykował ulubione przez dzieci rozliczanie i wydawanie reszty pieniędzy za zakupiony towar. Dzieci otrzymywały w zamian reszty pieniążków, jej równowartość w postaci cukierków śmietankowych. Nie bardzo podobało się to mamom i gospodyniom domowym, dla których w owych czasach liczył się każdy grosz.

W jednej części wydłużonego budynku sklepu znajdowała się poczta z okienkiem pocztowym i centralką telefoniczną. Tutaj pracowała pani Gretel Steinen z Bytnicy oraz jako listonosz pan Fritz Rutke. Listonosz odbierał i przekazywał korespondencję  o 9.00 i 17.00 od dyliżansu pocztowego.

Właściciel sklepu pan Knappe wiele uwagi poświęcał przeglądając i czytając przychodzącą korespondencję, szczególnie tę w formie widokówek i kart pocztowych. Tajemnica korespondencji pocztowej w owych czasach zależała wyłącznie od jego uznania i interpretacji. Wcześniejsze informacje o terminach przybycia gości lub o uroczystościach i spotkaniach rodzinnych wykorzystywał, zaopatrując gospodarzy w potrzebne artykuły ze swojego sklepu. Po dostawie towaru, gospodarz otrzymywał pisemną wiadomość (na kartce pocztowej) dostarczoną przez listonosza, potwierdzającą wcześniejszą troskliwość pana Knappe. Za ową „troskliwość” pan Knappe zyskał sobie wdzięczność Gryżynian.

Idąc dalej drogą wiejską po jej lewej stronie na jednym z podwórzy, rósł przepiękny, potężny, wiekowy kasztan, podziwiany przez wszystkich szczególnie w okresie kwitnienia.

Po przeciwnej stronie znajdowała się masarnia pana Längera znana z produkcji przepysznej kiełbasy suszonej, ulubionego smakołyku wczasowiczów i przybyszów w okresach ferii i urlopów.

Za masarnią po tej samej stronie drogi spotykamy zabudowania i podwórze Probostwa Kościelnego, obejmujące szopę, oborę, stajnię, stodołę i rozległy ogród.

 

 

Budynek Probostwa na jednej ze starych kartek pocztowych

 

Po lewej stronie zabudowa gospodarcza rodzin Kliemchen i krawca Nitschke. W głębi widoczny budynek szkoły i kościół.

Do wspólnoty parafialnej Gryżyny należały: Kosobudz i Niedźwiedź, ostatnia miejscowość sąsiedzka Gryżyny w okręgu Sulechów-Świebodzin. Wcześnie zmarłego proboszcza Schradera zastąpił w roku 1927 Proboszcz Sűß, obdarzony wyjątkowym darem głoszenia kazań. Rodziny pastorów kościoła w Gryżynie były bezdzietne, pomimo tego, jak głosi tradycja : jedyna para bocianów z Gryżyny , która uwiła sobie gniazdo na kościelnej stodole, też nie przyniosła oczekiwanego potomstwa. Nikt już nie wierzył w przynoszenie dzieci przez bociany.

Kolejnym znaczącym miejscem w czasie wędrówki drogą do centrum wioski było skrzyżowanie ze stojącą opodal gospodą małżonków Hauch, mieszkających tam  wraz z córkami Hildą i Eryką. (patrz pocztówka wyżej) Pani Hauch przygotowywała i podawała gościom kawę, jej ulubiony napój, do którego, celem uszlachetnienia go często dolewała kieliszek winiaku. Uroczy pokoik gościnny obok szynkwasu zapraszał swym wystrojem miejscowych i przejezdnych.

Z wyżej opisanego skrzyżowania droga w lewo prowadziła do zabudowań gospodarczych rodziny Herrmann. Pan Herrmann był ostatnim niemieckim sołtysem Gryżyny.

Dom rodziny Herrmann, dziś nieistniejący.

Po nim urząd przejął kołodziej, pan Breyer, który z racji swojego zawodu i rzemiosła zaopatrywał młodzież i dzieci w sanki, zaś gospodarzy w wozy konne. Oprócz swojego zawodu pan Breyer był znanym w okolicy pszczelarzem.

Tuż obok zagrody Breyera , w górę do leśniczówki prowadziła brukowana ścieżka , która zimą służyła dzieciom jako tor saneczkowy.

Od owej leśniczówki już tylko 300 metrów odległe było wschodnie obrzeże Gryżyny. Tutaj obok siebie biegły trzy ścieżki na teren Zamku Myśliwskiego, który przylegał do wyżej opisanej wiejskiej drogi.

Wróćmy do skrzyżowania wiejskiej drogi z gospodą rodziny Hauch. Idąc w prawo od owego skrzyżowania , po lewej stronie spotykamy sklep prowadzony przez małżeństwo Jagode wraz z córką Adelheid. Po prawej stronie opisaną już zabudowę gospodarczą Probostwa oraz Plac Kościelny.

Po jednej stronie Placu Kościelnego stała miejscowa szkoła, którą w latach 20-tych i 30-stych kierował i nauczał w niej pan Zeidler oraz pan Schuster.

Dzisiaj dzieci i młodzież Gryżyny na zajęcia szkolne dojeżdżają do Bytnicy.

Kościół

Kościół zaprojektowany był jako prostokątny monolit budowlany w całości otynkowany. Przybudówka po stronie południowej przeznaczona była dla władz patronackich kościoła. Do niej przylegał korytarzyk z wejściem od strony południowej. Od strony zachodniej powyżej ścian szczytowych wykonano konstrukcję dachową w kształcie piramidy o czterech płatach spadowych.

Chorągiewka na dachu kościoła nosiła napis: ”VMVP (v.Pförtner/Anno 781)”.

Wszystkie okna kościoła, wejście od strony południowej oraz drzwi narożnej ściany, jak również drzwi wejściowe ściany północnej były prostokątne. Dwie wnęki, jedna po stronie północnej, druga po stronie południowej , z oddzielnymi wejściami służyły jako pomieszczenia zakrystii. Podłoga kościoła wyłożona była wypalaną cegłą, tzw. Backstein. Wnętrze kościoła w otoczeniu ołtarza i ambony było bogato zdobione licznymi rzeźbami oraz obrazami o treści religijnej. Obok ołtarza przewidziano wnękę patronacką z licznymi tablicami herbowymi i godłami władz kościelnych.

Ołtarz wykonany był z pojedynczych, różnej wielkości bloków kamiennych. Usytuowany pomiędzy obrazami patronów kościoła św. Piotra i św. Pawła. Portal ołtarza wsparty był na dwóch filarach połączonych poprzeczną belką. Nad wejściem nad ambonę umieszczono tablice z godłami obydwu patronów. Dwie postacie anielskie z gałązkami palmowymi zdobiły figurę Chrystusa wykonaną już w stylu nowoczesnym. W punktach stycznych balustrady ambony widoczny był tekst biblijny następującej treści: Jes.58,VI; Joh.VIII, V51 oraz II.Tim.IV,V2.

Dwa stojące przy ołtarzu świeczniki cynowe, każdy o wysokości 57 cm w swej podstawie w kształcie trójnogu posiadają wygrawerowane napisy: „Tobias Beckelmann, Pastorin Griesel 1771.”

Organy kościoła wykonano w stylu nowogotyckim. Galerię ustawiono w zachodniej części kościoła na starych płytach kamiennych z grobowców pochodzących z początku XVIII w .

Chrzcielnica wykonana była z cynku w stylu barkowym i opatrzona pieczęcią miasta Krosna rocznik 1740.

Wewnątrz kościoła znajdowały się trzy tablice pamiątkowe z lat wojen: 1813 oraz 1870/71.

Oprócz tego we wnęce patronackiej ołtarza głównego umieszczono osiem metalowych tablic pamiątkowych z roku 1715, oraz liczne obrazy z symbolami godeł pochodzące z roku 1705.

Kościół posiada dwa dzwony: jeden po stronie południowej, o średnicy 85 cm, drugi po stronie północnej o średnicy 65 cm. Odlane zostały ok roku 1891 w giserni ludwisarskiej mistrza Gustawa Collier w Zehlendorfie.

Dzwon północny na swojej wewnętrznej stronie posiada pisemną sentencję: ” w darze Najwyższemu, ludziom do słuchania”, oraz nazwiska , najprawdopodobniej ofiarodawców: H.Johann von Schlichting, H.Johann Kaspar von Stosch, H.Wolff von Schlichting, H.Andreas Lange, H.Johannes Cramer, Pastor in Griesel. Znajdujemy tam również nazwisko gisera: Franciskus Voillard, człowieka, który osobiście odlał dzwon.

Oprócz tego na dzwonach rozpoznano godło mistrza Gustawa Collier z literami F.V oraz ryciną Chrystusa z Madonną pod krzyżem. Brak niestety liczby rocznika. Odnosząc datę powstania dzwonów do czasów działalności giserni pana Collier, można z dużym przybliżeniem podać lata 60-te XVII w. jako datę ich wykonania.

Jako organistę kościoła w Gryżynie, przez długie lata, wymieniało się nauczyciela z Kosobudza pana Schmidta.Piszczałki organów zasilane były powietrzem, które tłoczono ze specjalnych „miechów powietrznych” poruszanych siłą nóg starszej młodzieży wg ustalonych wcześniej grafików. Czynność tę nazywano „deptaniem belek do miechów”.

Osobliwością i ewenementem kościoła w Gryżynie był fakt, że ta ewangelicka parafia, jako jedyna w okręgu krośnieńskim znajdowała się pod katolickim patronatem dynastii von Hohenzollern-Sigmaringen.

 

zdjęcie nieistniejącego już Kościoła w Gryżynie

Bezpośrednie sąsiedztwo szkoły i kościoła w Gryżynie prowadziło do pośrednictwa tych instytucji w wieloletniej , pięknej tradycji konfirmacji młodzieży połączonej z wprowadzeniem w dorosłe i zawodowe życie. Uroczystość ta odbywała się zawsze w niedzielę palmową na placu pomiędzy wejściem do szkoły a portalem kościelnym.

Młodzi konfirmanci opuszczali budynek szkolny prowadzeni przez swojego nauczyciela, który przekazywał ich w bramie kościoła w ręce proboszcza. Ten błogosławiąc ich dokonywał aktu wprowadzającego w nowe dorosłe i zawodowe życie.

 

Na pierwszym planie budynek szkoły, w głębi Kościół

Na pierwszym planie budynek szkoły, w głębi Kościół

Dzisiaj w miejscu starego kościółka wiejskiego w Gryżynie wielkim nakładem sił i środków społeczności lokalnej wzniesiono nowy kościół, który podobnie jak poprzedni realizuje i zaspakaja potrzeby duchowe mieszkańców.

 

 

/ zdjęcie nowego kościoła w Gryżynie. Z tyłu widoczna stara zabudowa nieczynnej już szkoły /

W sąsiedztwie kościoła i szkoły znajdowała się posiadłość i domostwo krawca, pana Nitschke. Znad stołu krawieckiego na bieżąco obserwował plac kościelny i portal kościoła. On też w dni nieświąteczne, dwa razy dziennie o godzinie 12.00 i 17.00 uruchamiał dzwony kościelne.

Idąc od Placu Kościelnego dróżką w lewo podróżny znajdował okazały budynek rodziny Kliemchens za którym spotykano, znany już i opisany budynek oberży i rzeźnictwa należący do rodziny Stielow. Pokój gościnny oberży posiadał małą scenkę teatralną przystosowaną do wszelkiego rodzaju przedstawień i wystąpień. Po przeciwległej stronie budynku rodziny Stielow znajdował się sklep piekarniczy rodziny Eichler.

 

Idąc dalej tą drogą spotykamy znany już sklep rodziny Knappe z agencją pocztową.

W ten oto sposób przemierzyliśmy i obeszliśmy centrum osiedleńcze i mieszkaniowe ówczesnej Gryżyny.

Od zajazdu rodziny Hauch idąc drogą wiejską wzdłuż ogrodzenia parkowego w kierunku południowym dochodzimy do zabudowy Książęcego Zamku Myśliwskiego.

Hohenzollern – Sigmaringen

 

Zamek był własnością rodziny książęcej von Hohenzollern. W roku 1888 książę Leopold von Hohenzollern – Sigmaringen kupił wielkie dobra ziemskie wraz z Zamkiem Myśliwskim od pani Klothildy Krause . To tutaj właśnie, rok rocznie zatrzymywał się organizując słynne polowania na „grubego zwierza”.

Książę Wilhelm von Hohenzollern-Sigmaringen był synem księcia Leopolda von Hohenzollern-Sigmaringen.

Książę Fryderyk von Hohenzollern urodził się w roku 1885, zmarł w roku 1954.

Nadmienić tu należy, że kandydatura księcia Leopolda von Hohenzollern-Sigmaringen do tronu królewskiego Hiszpanii była przyczynkiem do wypowiedzenia wojny Francji.

Wujek księcia Wilhelma, książę Karol, ukonstytuował w roku 1881 jako Karol I Królestwo Rumunii.

Warto odnotować fakt, iż w latach 1923/24 ogromne połacie leśne i tereny łowieckie Gryżyny uległy zniszczeniu z powodu plagi żarłocznego szkodnika leśnego. Przetrzebiona też znacznie została zwierzyna leśna.

Gospodarka rolna, leśna i łowiectwo odgrywały znaczną rolę w życiu gospodarczym Gryżyny. Co roku w okresie godowym zwierzyny leśnej do Gryżyny przybywał książę Wilhelm wraz z rzeszą swych gości. Był to dla Gryżynian okres znacznego ożywienia gospodarczego. Na te czasy przypada również początkowy okres rozwoju motoryzacji, której gorącym zwolennikiem był książę Wilhelm. To on posiadał wówczas elegancki „silny samochód” o mocy wielu koni mechanicznych .

Książę Wilhelm zmarł na przełomie lat 1927/28. Jego spadkobiercą był książę Fryderyk, który regularnie odwiedzał rejon krośnieński.

Ostatni pobyt odnotowano w roku 1938. Po tym czasie, jak zauważono, nigdy więcej już nie powiewała flaga książęca na dachu Zamku Myśliwskiego w Gryżynie.

Książę Fryderyk żył w latach 1885 do 1954 i był mężem księżnej Małgorzaty von Sachsen, najstarszej córki ostatniego króla Saksonii Fryderyka Augusta III.

Posiadał bliźniaczego brata, księcia Franciszka -Józefa , też męża jednej z księżniczek saksońskich, który regularnie przybywał na polowania we wschodnich rubieżach Ziemi Brandenburskiej.

Hohenzollernowie przez wiele lat przybywali i wyjeżdżali z polowań korzystając z komunikacji kolejowej. Specjalnym wagonem tzw. salonką dojeżdżali do stacji kolejowej Toporów. Dalszą podróż do Gryżyny odbywali w krytym powozie konnym należącym do administracji ziemskiej Gryżyny. Owa salonka, w czasie polowań stała na bocznicy stacji Toporów w oczekiwaniu na powrót gości rodziny książęcej.

Tak podróżował jeszcze drugi właściciel majątku ziemskiego Gryżyna, książę Wilhelm von Hohenzollern-Sigmaringen. Jego syn Fryderyk, wielki pasjonat motoryzacji , podróże do Gryżyny odbywał już własnym „automobilem”.

Ten niecodzienny i nowoczesny środek komunikacji wzbudzał zrozumiałe zainteresowanie społeczeństwa i licznych entuzjastów motoryzacji z rejonu Krosna. Wielu z nich do dziś posiada pamiątkowe zdjęcia z tamtych czasów.

Gryżynianie i Bytniczanie, a w szczególności wysocy urzędnicy leśni i zarządcy majątkowi zwracali się do członków książęcej rodziny Hohenzollernów per  „Wasza Królewska Wysokość”, nie zaś jak w przypadku godności książęcej przystało „Wasza Książęca Mość”.

Oto krótkie wyjaśnienie owej szczególnej godności posiadanej przez Hohenzollernów: książę Karol – Anton von Hohenzollern-Sigmaringen scedował cały swój majątek i książęce włości na Króla Pruskiego czyniąc, jak wówczas uważał, ofiarę na poczet przyszłego zapowiadanego scalenia i zjednoczenia ziem niemieckich. W ten oto sposób z małego regionu ziemskiego w południowo-zachodnich Niemczech utworzono późniejszy Pruski Ośrodek Rządowy zwany Sigmaringen. Książę Karol-Anton, w podzięce za ów czyn lojalności wobec Króla Pruskiego Wilhelma I w dniu jego koronacji 18 października 1861 roku w Królewcu otrzymał dla swojej rodziny tytuł i godność „Wasza Królewska Wysokość”.

Tym samym właściciele ziemscy Bytnicy stali się również spadkobiercami królewskiej godności nadanej rodzinie Hohenzollernów. Stali się częścią królewskiego Dworu Pruskiego. Część Szwabii z rejonem Sigmaringen, siedziba rodowa Hohenzollernów podlegała odtąd politycznej administracji pruskiej.

Data 18 października w tym regionie rok rocznie obchodzona jest jako święto powitalne księcia zarządcy. Pracownicy leśni i myśliwi w czasie ceremonii powitalnej na swych rogach myśliwskich wygrywali hymn powitalny na cześć księcia – głównego łowczego.

W uroczystościach udział brali również członkowie Ochotniczej Straży Pożarnej oraz licznie zgromadzona młodzież i dziatwa szkolna.

Wiejska uroczystość

Dzień ceremonii powitalnej był dla Kasztelena Noack, zarządcy Zamku Myśliwskiego oraz dla jego żony najbardziej pracowitym i wyczerpującym dniem w roku. Tego zaangażowania wymagała organizacja uczty i przyjęcia zamku dla przybyłych gości. Małżonek pani Noack, pan Kasztelan prócz funkcji Głównego Administratora Zamku, pełnił w Gryżynie funkcję Okręgowego Rzeczoznawcy Rzeźniczego. Często widywano go podczas gospodarskich ubojów tzw. „świniobicia”, krzątającego się ze swoimi typowymi przyrządami potrzebnymi przy wykonywaniu tej profesji.

Dom Leśniczego Noack

Pan Noack

 

Mijały gorące dni wizyty i polowań, do Urzędu Leśniczego wracały zwykłe, spokojne dni codziennej pracy.

Dom Głównego Leśniczego, nazywanego: Pan Radca, ze swoimi stajniami i stodołą leżał nieopodal Zamku Myśliwskiego. W okresie międzywojennym Radca – leśniczy Lehner był ważną osobistością, znanym daleko poza rejonem Gryżyny, również jako uznany specjalista agronom.

 

Dom rodziny Lehner, dziś nieistniejący

Radca Lehner i jego rodzina ściśle związany był z Gryżyną. Z mieszkańcami wioski łączyły go przyjazne i serdeczne więzy.

Po przeciwnej stronie zabudowań pana Radcy stał duży budynek byłej gorzelni, spuścizna po byłym zwierzchniku Krause.

Już na przełomie wieków budynek ten spełniał inne, niż gorzelniane cele. Zorganizowano w nim Urząd Nadleśnictwa. W jednej części budynku znajdowały się mieszkania dla robotników leśnych, zaś na przeciwległym końcu urządzono Biura Urzędu Leśniczego. Tutaj to w określonych terminach organizowano spotkania i narady robocze wszystkich leśniczych z całego regionu.

Po części oficjalnej owe spotkania przenosiły się do gospody lub karczmy, gdzie przyjmowały już charakter mniej oficjalny, bardziej koleżeński i prywatny. Wśród wystrojonych w zielone mundury leśniczych wyróżniał się najstarszy z nich, leśniczy okręgowy pan Schuhmann z Kosobudza. Sumiaste wąsy oraz stale dymiąca, zakrzywiona fajka dodawały jego łagodnej twarzy odrobinę marsowej miny.

Jego wyrobienie towarzyskie oraz serdeczność i grzeczność w stosunku do kolegów zjednały mu przychylność i szacunek, nazywając go dobrotliwie „staruszek Klin”.

 

Z Zamku Myśliwskiego jedna z dwóch dróg wiejskich biegnąca w kierunku południowo-zachodnim do wioski przechodziła obok kuźni kowala Jeschke i kończyła się jako droga publiczna, skręcając w prawo, w kierunku zachodnim wjazdem na gościniec pałacyku zwanego Willą Beensch.

 

Kuźnia

Ten tzw. zachodni pałacyk na górce, wcześniej już opisany, wybudował Naczelnik Leśniczy Krause w połowie XIX w. dla swojej drugiej, młodej żony, która zamieszkiwała go do roku 1888 od roku 1862 po śmierci Krausego .

Po śmierci pani Krause w roku 1888 willę Beensch kupił generał von Schweidnitz, gdzie zamieszkiwał wraz ze swoją rodziną aż do roku 1931.

Z przekazów ustnych dowiadujemy się, że generał posiadał córkę, która odważnie i pewnie jak chłopak podczas przejażdżek po okolicy , sama prowadziła konie powożąc ojca w jednoosobowej bryczce.

Do pałacyku Beensch należał duży ogród warzywniczo-owocowy.

Stary generał w obawie przed kradzieżą owoców i warzyw oraz w celu odstraszenia ewentualnych złodziei ustawił w ogrodzie karabiny, tzw. samopały. Poprzez przeoczenie i nieuwagę sam spowodował kilka wystrzałów, które na szczęście nie wyrządziły nikomu żadnej krzywdy, ale stały się tematem złośliwych plotek i najróżniejszych przypuszczeń okolicznej ludności.

Na początku lat 30-tych naszego stulecia pałacyk dzierżawił Ernest Rupnow wraz z żoną Gretą, córką kasztelana Noacka. Z willi utworzono pensjonat dla obcokrajowców nazwany „Dolina Gryżyny”. Licznie przybywający goście nawet z odległego Berlina i okolicy cenili sobie pobyt w pałacyku i jego urocze położenie. Pałacyk stał się ośrodkiem wypoczynkowym mieszkańców wielkich miast. Druga wojna światowa przerwała piękną idyllę pałacyku Beensch. Pałacyk został doszczętnie zniszczony.

Rodzina Ernsta Rupnow w ogrodzie przy pałacu, z letnikami z Berlina

 

Anegdoty, przekazy, wspomnienia, plotki dotyczące wioski Griesel

(zawdzięczamy je przekazom pana Horsta Hecka, syna ostatniego leśniczego Gryżyny, pana Fritza Hecka)

Historyjka o włóczędze nazwiskiem Knoll

Wymieniony we wspomnieniach pana Horsta Hecka włóczęga (łazęga) Knoll należał do grupy tzw.”szlachetnych trampów” przemierzających drogi wiosek i miasteczek. Przeszłość jego jak i wielu podobnych była nieznana i niejasna. Dziwi jednak fakt, że były rycerz i wojownik, dobrowolnie wybrał taki tryb życia. Najprawdopodobniej niesprzyjające okoliczności lub określone skłonności sprawiły, że wędrówka i w pewnym sensie żerowanie na ludzkiej naiwności stały się dla niego „chlebem powszednim”. Owy pan Knoll czuł się szczególnie związany z kręgami leśniczych z tzw. ”zielonymi ludźmi”. Ta skłonność i przywiązanie do wielkiej rodziny leśniczej nigdy nie została wyjaśniona. Pan Knoll zaś dobierał swoich protektorów i dobroczyńców wyłącznie z bogatych kręgów leśniczych. Pan Knoll posiadał i wykorzystywał pewne swoje zdolności konwersacyjne i towarzyskie, dzięki czemu stał się osobą uprzywilejowaną w gronie bezimiennych w latach 20-tych i 30-tych rzeszy bezdomnych tułaczy-łazęgów. Pan Knoll był bardzo towarzyski, zawsze wesoły, do kobiet szarmancki , potrafiący zainteresować rozmową i przekazem wiadomości , niejednokrotnie osobiście zmyślonych. Był mężczyzną zadbanym i wypielęgnowanym, zawsze schludnie i gustownie ubranym. Szczególne względy posiadał u kobiet, żon leśniczych, których domy odwiedzał w czasie, gdy mężowie pracowali w lesie. Był gościem mile widzianym, chętnie przez wszystkich zapraszanym.

W owych czasach leśniczówki znajdowały się w rejonach odosobnionych, położonych z dala od ważniejszych ośrodków i skupisk ludzkich, pozbawione bieżących i najnowszych wiadomości. Tacy właśnie bezimienni wędrowcy-włóczędzy byli swojego rodzaju kurierami i przekaźnikami ciekawostek. Pan Knoll znany był w okręgu Sulechów-Świebodzin i daleko poza nim. Periodycznie też zjawiał się w Gryżynie. Ulubionym miejscem odwiedzin była rodzina Kittel mieszkająca w południowej części wioski. W tym domu aż cztery kobiety raczyły gościnnością przybysza, chętnie słuchając najnowszych wieści „ z bliska i z daleka”.

Pewnego razu, jak opisuje pan Horst Heck, włóczęga Knoll zawitał również do jego rodzinnego domu. Ojca pana Horsta nie było w domu – włóczęgę przyjęły matka i babcia pana Horsta, które w tym dniu zajęte były wypiekiem pysznych pączków. Panie serdecznie przywitały pana Knolla, poczęstowały go kanapką oraz kubkiem kawy oraz rarytasem owego dnia, pysznym pączkiem. Po poczęstunku pan Knoll zajął się lekturą najnowszych gazet i czasopism myśliwskich, zaś kobiety : matka i babcia pana Hecka poszły do swoich zajęć w innym pomieszczeniu mieszkania.

Jakież było zdziwienie pani Heck, która wracając po pewnym czasie do kuchni stwierdziła z przerażeniem brak wszystkich pączków. Wszystkie zostały zjedzone przez pana Knolla. Awantura w tej sprawie przedwcześnie zakończyła wizytę Knolla w domu Hecka.

Zrozpaczona pani Heck poskarżyła się mężowi przysięgając, że więcej nie wpuści go (Knolla) do swego domu..

Pana Hecka historyjka ta specjalnie nie rozbawiła, a żona chcąc nie chcąc musiała ową stratę przeboleć. Powyższy fakt i zdarzenie stało się źródłem wielu opowiastek wywołujących salwy śmiechu i radości wśród słuchających.

Pan Knoll zaś w dalszym ciągu przemierzał rejony pomiędzy Wartą, Obrą i środkową Odrą. Słuchy o nim były coraz rzadsze, aż w końcu zupełnie ustały.

 

„Historia wozaka zamurowanego w kuźni”

Kto z Gryżyny od Zamku Myśliwskiego szedł lub jechał w kierunku południowo-zachodnim do Bytnicy lub Krosna po ok 100 metrach mijał mostek Potoku Gryżyna. Bezpośrednio przy potoku stała kuźnia mistrza Jeschke, który wspólnie z synem Fritzem trudnił się kowalstwem. Z dala słychać było rytmiczne uderzenia młota kowalskiego w kowadło. Jako dzieci, pisze Horst Heck, często przyglądaliśmy się pracy kowala Jeschke, np. kiedy jeszcze czerwone, rozpalone stalowe obręcze nakładał na koła wozu lub zanurzał je w potoku, by je zahartować. Poza tym mistrz kowalski Jeschke był również naczelnikiem straży pożarnej w Gryżynie, której grupę strażaków szkolił i ćwiczył zawsze w niedzielę w godzinach przedpołudniowych.

Biegnąca droga obok kuźni poza mostkiem na Potoku Gryżyna, stromo pięła się w górę, stanowiąc zimą tor saneczkowy dla dzieci. Dom mieszkalny pana Jeschke stał przy owej drodze, jednak nieco powyżej kuźni. By ten uskok wysokości zniwelować i wzmocnić pan Jeschke postawił w tym miejscu mur podporowy, ustawiony prostopadle w stosunku do muru kuźni.

Zdarzyło się pewnego razu, że późnym wieczorem wozak z majątku kończąc swój dzień pracy udał się do gospody na szklaneczkę piwa i kieliszek „żytniówki” (wódki). Gospodę opuścił po wypiciu kilku piw i kilku wódeczek w stanie bardzo podchmielonym (pijanym). W międzyczasie mrok ogarnął otoczenie gospody oraz przyległy teren. Po omacku, zataczając się i błądząc dotarł do muru podporowego przy kuźni. Kilkakrotnie obszedł kuźnię i owy mur będąc przekonany, że znajduje się wewnątrz jakiegoś pomieszczenia, w którym został zamurowany. Przerażony zaczął krzyczeć i wzywać pomocy. Wołania: „ Pomocy zostałem zamurowany” przebudziły śpiącego już kowala Jeschke, który zastał pijanego, roztrzęsionego wozaka, obchodzącego kilkukrotnie postawiony prostopadle do kuźni mur.

Kowal wybawił pijaka z opresji i szkody, którą sam sobie wyrządził.

Na wzniesieniu owej górki kowalskiej, na krótko przed dojazdem do Zamku Myśliwskiego po prawej jego, poza budynkiem zarządcy stało domostwo rodziny Abraham z synami Maksem i Ernestem. Po przeciwnej stronie drogi mieszkała rodzina brygadzisty leśnego Kaisera, któremu podlegał południowy rejon leśny Gryżyny. Jeśli wierzyć w zgodność zapisów z ówczesną rzeczywistością, to ostatni budynek przy owej drodze to mały sklepik z artykułami kolonialnymi. Nazwiska właścicielki sklepu pan Heck nie pamięta. Pamięta jednak dokładnie, że owy sklepik był punktem skupu grzybów-kurek w okresie ich wysypu. Stąd grzyby wywożono i sprzedawano głównie do Berlina.

 

 

Dolina Gryżyny

Piękno doliny oraz jej świat roślinny zostało już nieraz przez wielu naukowców i uczonych opisane. Tak oto już w r.1860 mieszkający w sąsiedztwie Gryżyny w miejscowości Rybaki, nauczyciel Wilhelm Golenz opisał Dolinę Gryżyny w 3 tomie „Wiadomości Towarzystwa Botanicznego Prowincji Brandenburg” .

Również urodzony w Gryżynie, później mieszkający w Forst, Paul Decker zajął się osobliwościami roślinnymi Doliny Gryżyny. Profesor Gruhl szczególnie dokładnie rozpoznał i opisał tutaj żyjące ptactwo. Planowano utworzenie tutaj rezerwatu przyrody. Juz wówczas poparcia udzieliła panująca rodzina książęca von Hohenzollernów. Projekt ten urzeczywistniono dopiero po zakończeniu II wojny światowej.

Młyny

Po tym jak wiele zakładów w Gryżynie zlikwidowano lub zamknięto (fabryka sukna, huta szkła, fabryka papieru, cegielnia, itp.) pozostały jeszcze czynne młyny: Młyn Czerwony oraz Młyn główny. Obydwa znajdowały się w dolnej części Doliny Gryżyny. Ostatni potomek z rodziny młynarzy, na krótko przed wybuchem II wojny światowej potwierdził ich dwustuletnią historię.

Dolina Gryżyny jest znaczącym i wystarczalnym rezerwuarem i dostawcą wody, niezbędnej do napędu młynów. Tutaj w autentycznym uroczysku, pośród ciemnych lasów sosnowych i bogatych w ryby stawów, porośniętych trzciną stoją wiekowe młyny, które powiedzmy sobie szczerze, w owej gęstwinie są trudno dostępne. Głęboko w lesie, zaszyty w wąskiej dolince, porośniętej gęstym lasem sosnowym stał tzw. młyn tylny, własność książąt von Hohenzollernów.

Dzierżawca młyna pan Linke eksploatował go nie tylko dla potrzeb pojedynczych gospodarzy, lecz również dla większych zakładów młynarskich, które wystawiały mu bardzo pochwalne oceny i świadectwa jakości. Młyn posiadał turbinę napędzaną siłą wody, której jest tutaj w wystarczającej ilości.

Znaczne oddalenie młynów od skupisk mieszkalnych i wiosek sprawiało, że niejednokrotnie były one terenem krwawych zbrodni i rabunków. Jedno z takich zdarzeń przedstawił nam dzierżawca młyna tylnego pan Linke.

Oto owa historia:

Ok. roku 1900, nieco powyżej obecnego młyna tylnego stał jeszcze tzw. młyn średni. Właścicielami owych młynów byli: młyna średniego-pan Riesch, młyna tylnego-pan Schmalinsky. Po okresie korzystnej i dochodowej działalności młynów, właściciele popadli w trudności finansowe, co skłoniło ich do sprzedaży młynów i wyjazdu do Ameryki. Wcześniej jeszcze , przed wyjazdem, młynarze odesłali swoje żony z powrotem do rodziców. W przededniu wyjazdu do Ameryki, a było to w kwietniu 1883r. właściciel młyna średniego, pan Riesch zaprosił swojego sąsiada młynarza Schmalinskyego , mieszkającego w swoim młynie, na wieczór pożegnalny. Obydwa młyny były oddalone ok.300m.od siebie. W czasie tego spotkania młynarz Riesch zabił młynarza Szmalinskyego i zrabował mu pieniądze, które ten otrzymał ze sprzedaży młyna. Zwłoki sąsiada ukrył w szafie, którą załadował na wóz konny, którym następnego dnia chciał udać się do Bytnicy. W czasie drogi do Bytnicy zatrzymał się przy gęstych zaroślach, zaś woźnice odesłał na powrót do domu, po niby zapomniany list przewozowy. Podczas nieobecności woźnicy pan Riesch zdołał zwłoki sąsiada ukryć w przydrożnych, leśnych zaroślach.

Morderca Riesch wyjechał do Ameryki, do stanu Texas i jak na razie , przez dłuższy okres czasu przestępstwa nie wykryto. Żona zabitego młynarza z powodu braku od niego wiadomości, też nie podejrzewała żadnego przestępstwa. W styczniu 1884r, a więc 9 miesięcy później robotnicy leśni znaleźli już rozkładające się zwłoki młynarza Schmalinskyego. Podejrzenie o popełnienie morderstwa od razu padło na młynarza Riescha, który dawno temu, bez śladu opuścił Gryżynę. W roku 1888 aresztowano farmera Riescha w miejscowości San Antonio w Texasie. Oskarżono go, że w kwietniu roku 1883 wspólnie ze swoim bratem zabili młynarza Schmalinskyego i zrabowali mu 18.000 marek.

Na wniosek i prośbę strony niemieckiej, młynarz Riesch miał być przetransportowany i osadzony w Niemczech. W czasie transportu ze swojej farmy do więzienia w Nowym Jorku miała miejsce próba ucieczki Riescha. Na moście wyskoczył z pociągu, którym był transportowany do płynącej rzeki Deldware. Został jednak złapany i przekazany do więzienia śledczego w Niemczech, gdzie na krótko przed ogłoszeniem wyroku popełnił samobójstwo.

Fabryka papieru

Fabryka papieru należała do rodziny Wegener. W r.1850 została przebudowana na młyn zbożowy, który w r.1919 sprzedany został administracji książęcej rodziny von Hohenzollern.

Fabryka sukna

Fabryka sukna , która zatrudniała wielu sukienników zamieszkałych w Gryżynie była własnością fabrykanta Flecka z Krosna. Wymieniano ją w urzędowym spisie gruntów i budynków jako leżącą przy drodze tzw. szmaciarzy, którą to właśnie szubrawcy, łotry i łajdacy, wożąc szmaty dojeżdżali do fabryki. Fabryka stała w miejscu, gdzie później postawiono młyn, tzw. średni, zburzony w r.1923.

Sukiennicy zatrudnieni w fabryce tworzyli poza tym zespół muzyczny, który w Krośnie w soboty przygrywał do tańca w licznych lokalach rozrywkowych. Drogę z Krosna do Gryżyny przebywali pieszo, idąc na skróty przez lasy.

Młyn przedni

Był jedynym młynem zbożowym w Gryżynie. Należał do grupy młynów, tzw. stępowych, napędzanych siłą pociągową konia. Kupił go w 1694 Gotfried Klopsch za zgoda książęcej rodziny panującej. Do końca pozostał w owej rodzinie obsługiwany i eksploatowany przez następców spadkowych Klopscha.

Umowy kupna i sprzedaży z lat 1694 do 1923 oraz liczne świadectwa jakości zachowane zostały do dzisiaj.

Młyn – sieczkarnia do cięcia słomy

Ten młyn stojący po drugiej stronie potoku Gryżyna był do roku 1880 w posiadaniu panującej rodziny książęcej von Hohenzollernów, którzy obsługę oraz eksploatację oraz naprawy powierzyli młynarzowi Klopschowi.

Wewnątrz młyna znajdował się wielki drewniany stół, na co najmniej 14 osób, pamiętający jeszcze czasy wojen napoleońskich. Został zresztą specjalnie wykonany dla żołnierzy francuskich w okresie tzw. „pruskich lat nieszczęścia” . Kwatera i wyżywienie wojsk stacjonujących w rejonie obciążało kosztami przeciętnych mieszkańców wioski. Prababka Klopsch pamiętała, kiedy to wygłodzeni i wycieńczeni, po przegranej walce z Rosjanami wracający Francuzi wpadali do młyna i rzucali się na jeszcze surowe ciasto do wypieku chleba.

Przez długie lata potem, szczególnie w okresie wiosennym duża, stara izba młynarska była miejscem spotkań towarzyskich i licznych zabaw tanecznych. Starsi panowie przychodzili tu pograć w karty, kobiety zaś na pogawędki, w czasie których szydełkowały i wykonywały robótki na drutach.

Młyn posiadał cieszącą się wielką popularnością kręgielnię oraz strzelnicę z licznymi zawodami strzeleckimi organizowanymi przez byłego podoficera Klopscha oraz starych rezerwistów wojskowych.

Huta szkła i Wzgórze Augustyna

Wzgórze Augustyna nazywane było przez mieszkańców Gryżyny  „HUTA”. Wiązało się to z nieopodal leżącą, nieistniejąca hutą szkła. Zakład ten powstał z inicjatywy Naczelnego Królewskiego Zwierzchnika Leśnictwa pana Krausego, który w połowie XIX w. był inicjatorem i wielkim organizatorem rozwoju gospodarczego Gryżyny.

Przemysłową dzielnicę Gryżyny , naczelnik Krause nazwał imieniem swojej pierwszej żony.

By dojść do Wzgórza Augustyna, należy z Zamku Myśliwskiego pójść wznoszącą się , obsadzoną dębami dróżką w kierunku południowym. Jako pierwszą spotykamy posiadłość Kasztelana Noacka, zarządcy zamku oraz malutki wiejski placyk , miejsce zebrań i świętowania rocznic swych stowarzyszeń i zrzeszeń oraz licznych uroczystości świątecznych. Spotkania społeczności wiejskiej poprzedzone były przedstawieniami teatrzyków dziecięcych na aktualne tematy. Dla dorosłej i starszej młodzieży do dyspozycji stała mała strzelnica, gdzie popisywano się umiejętnościami strzeleckimi i celnością.

Wieczorem, uczestnicy uroczystości w asyście kapeli wiejskiej schodzili w dół do wioski do swoich gospodarstw i zagród, by oprzątnąć bydło i trzodę i przygotować się do wielkiej zabawy tanecznej, która odbywała się w dwóch istniejących gospodach i trwała przeważnie do godzin rannych następnego dnia.

 

 

U góry: dzieci na placyku, u dołu – przed kościołem

Staw Ariański i pomnik

Nieopodal owego wiejskiego placyku świątecznego, idąc w kierunku południowym, napotykamy malutki skwerek otaczający jeziorko, a na nim pomnik ku czci poległych, utworzony z wielkiego głazu narzutowego i ustawiony w tym dostojnym i godnym miejscu. Jeziorko zasilane jest ze źródełka znajdującego się obok, zaś nadmiar wody poprzez małą przegrodę płynie strumyczkiem pod mostkiem w dół wioski.

Owe urocze jeziorko, w którym „przeglądają się jodły” , buki i sosny, mieszkańcy Gryżyny nazywają Stawem Ariańskim.

Nazwa ta związana jest z Arianami, tzw. braćmi polskimi.

Bracia Polscy, był to ruch religijno-społeczny w latach 1562 do 1565 wyodrębniony z grupy polskich kalwinów. Prawie stuletnią aktywność Braci Polskich przerwała ustawa sejmowa z r.1658 nakazująca im pod karą śmierci w przeciągu 3 lat przejście na katolicyzm lub opuszczenie kraju. Bracia Polscy odrzucali dogmat Trójcy św. Wprowadzili nowy obrządek wtórnego chrztu świętego dla dorosłych. W Gryżynie istniała również grupa Arian powiązana z Braćmi Polskimi – północną grupą z Krosna. Grupa Arian z Gryżyny posiadała swoją świątynię – dom boży i własny cmentarz z tyłu parku zamkowego. W opisanym powyżej jeziorku chrzczono nowo przyjętych wyznawców arianizmu. Jeden z właścicieli ziemskich w Gryżynie, Bogusław Alexander von Schlichting należał do nielicznych, którzy udzielali Arianom schronienia i zapewniali im bezpieczny pobyt.

Idąc dalej w kierunku południowym, po przejściu ok.1150m dochodzimy do pierwszych budynków mieszkalnych dla pracowników huty szkła i ich rodzin . Budynki te stały na Wzgórzu Augustyna w prostej linii biegnącej z północy na południe. Huta zakończyła produkcję szkła w latach osiemdziesiątych XIX w. Krótko po tym została zdemontowana i wyburzona. Wraz z wyburzeniem huty wyburzono również większość budynków mieszkalnych. W pobliskich zagajnikach pozostały i widoczne były tylko wystające z ziemi ruiny fundamentów budynków i pieców hutniczych.

Huta szkła oprócz pieca do wytapiania szkła posiadała dwa piece chłodnicze oraz jeden piec strefowy do hartowania szkła. Młyn kruszący przy hucie służył do rozdrabniania surowców. Napędzany był siłą wody.

W hucie produkowano wszelkiego rodzaju i wielkości butelki szklane, słoiki i pojemniki szklane oraz szkło okienne. Potrzebny do produkcji piasek kwarcowy wydobywano z dna jeziorka wapiennego. Inne dodatki stopowe do szkła takie jak potas i soda oraz tłuczone szkło do wtórnej przeróbki dowożono z odległych rejonów kraju. Okoliczne lasy były dostawcą surowca opałowego, jakim jest drewno. Huta zatrudniała pracowników ok 20 rodzin zamieszkałych w Gryżynie. Produkcję huty zbywano na Śląsku oraz w stolicy Prus – Berlinie.

 

Ze wzgórza Augustyna, w kierunku zachodnim widoczna jest urocza Dolina Gryżyny i jej południowe rozległe obszary leśne zarządzane przez nadleśniczego Seiferta z rodziną.

Przemierzając ową piaszczystą drogę w kierunku południowym dochodzimy do jeziorka wapiennego, jednego z licznych, najbardziej wysuniętego na północ jeziorek i stawów Doliny Gryżyny ciągnących się aż do doliny Odry.

Jeziorko wapienne było ulubionym miejscem kąpielowym dla dzieci, młodzieży i starszych mieszkańców wioski. Szczególnie w gorącym okresie żniw, kiedy to kąpiel w chłodnej wodzie była ukojeniem, odprężeniem , rozrywką i źródłem nowych sił.

Patrząc ze wzgórza w kierunku południowo-zachodnim dostrzegamy dwie grupy zabudowań gospodarskich.

Opuszczając Gryżynę drogą wyjazdową w kierunku północnym, po przejściu odcinka długości ok 1 km, dochodzimy do tzw. młyna przedniego, który ponad 200 lat był w posiadaniu rodziny Klopsch. Niestety trudna sytuacja finansowa zmusiła młynarza Klopscha do sprzedaży młyna. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności młynarz Klopsch znalazł zatrudnienie w młynie tzw. tylnym, położonym od przedniego w odległości ok 1000 m, w którym uruchomiono nowy mechanizm zgniatający i mielący kłody drzewne. Młyn tzw. tylny dzierżawił młynarz Linke, którego córka Lisa poślubiła młodego nauczyciela z Gryżyny, jednego z ostatnich młodzieńców, kawalerów pozostałych w Gryżynie.

Obydwa młyny przedni i tylny czynne były i pracowały do końca II wojny światowej.

Tereny na których stał młyn tzw. tylny nazywano łąkami papierowo-młynarskimi co oznaczało: „drzewo i siłę wody wykorzystano tutaj do produkcji papieru”.

Rok 1945

Z zapisków wojennych nie znaleziono ani jednego opisu walk wewnątrz ani też wokół Gryżyny prowadzonych z wojskami radzieckimi, wstępującymi na te tereny. Po wejściu do wioski wojsk radzieckich wiele budynków zostało przez żołnierzy podpalonych. Nieco później usunięto zgliszcza. Kościół został zburzony i rozebrany dopiero po wojnie, by wykorzystać materiały budowlane do planowanej budowy bliżej nieznanego obiektu w Krośnie.

 

 

  • J A K A R M I A C Z E R W O N A D O P R O W A D Z I Ł A D O Z A G Ł A D Y W I O S K I G R Y Ż Y N A ? –

Mała wioska w okręgu krośnieńskim należała do malowniczej idylli ziemi brandenburskiej. Stare i ciemne bory sosnowe, zdrowe i czyste powietrze oraz liczne stawiki i jeziorka przyciągały rok-rocznie na wiosnę wielu wczasowiczów do uroczej doliny Gryżyny.

Po ostatnim spisie ludności w r. 1939, wioskę Gryżynę zamieszkiwało 476 osób.

Wieczorem 30 stycznia 1945r, pierwsi żołnierze Armii Czerwonej wkroczyli do Gryżyny. Nikt z mieszkańców wsi nie stawiał oporu, nie padł też ani jeden strzał. Następnego dnia , po opuszczeniu wioski przez radzieckie wojska , które przeszły w inny rejon wojska radzieckie opuszczały wioskę pozostawiwszy ją zbroczoną krwią.

Liczną grupę mieszkańców znaleziono zabitych.

Mieszkaniec Gryżyny 75-letni Ferdinand Leszke próbował bronić swą córkę Emmę Winke przed gwałtem i przemocą ze strony żołnierzy radzieckich. Za powyższe on, córka i żona zapłacili swym życiem. Podobnie zamordowano proboszcza Ernesta Süβ, 75 letniego Petera von le Fort oraz 12-letnią dziewczynkę Helgę Langer. Rozstrzelania dokonano w pobliskiej stodole. Kolejne ofiary czerwonoarmistów to: August Nitschke (72l), Robert Schallert (65l); Emilia(75l), Otylia(40l) oraz Erwin (8l) Förster; Martha (45l), Helmut ( 15l) oraz Willfried (12l) Fender; Olga (38l), Lotte (16l) i Kurt (12l) Hermański.

Liczne rodziny, które wiele lat przeżyły w Gryżynie cenione za pracowitość i uczciwość zostały wymordowane przez czerwonoarmistów bez podania przyczyn i bez jakiegokolwiek uzasadnienia.

Jaki był powód bestialstwa czerwonoarmistów? Czytając listę osób przez nich zamordowanych, wydawać by się mogło, że odeszli od zmysłów i uśmiercali bez powodu.

Dziewczyny Frieda Schmidt (18l) i Frieda Keiser (15l) po kilkunastu ordynarnych gwałtach dokonanych przez żołnierzy radzieckich zmarły wskutek utraty krwi.

Również Wilhelm Pfeiffer (45l), Bertha (80l) i Reinhold (75l) Heinke; Richard Klemt (38l), Wilhelmine Langer (65l), Wilhelmine (78l), Lina(27l), Renata (3l) Zerbe; Emma Schulz (62l), Bertha Hirte (58l), Herman Bandow (16l), Gustav Kriese (45l) zginęli barbarzyńsko zamordowani.

Wiele osób widząc wokół siebie te obraz zgrozy i okropności czynów żołnierzy nie wytrzymali psychicznie i w tej sytuacji wybierali śmierć samobójczą.

Tak uczyniła nauczycielka Kramon (50l), Salma Schrader (60l) Frieda Hirsch (55l), inwalida Herman Drahms (55l) oraz jego żona (55l) , jak również Marie Richter (60l) i Ernst Breyer (70l).

Pozostałych przy życiu mężczyzn: Oskar Hartmann (55l), Herman Bandow (65l), Karl Klemmt (53l), Paul Zerbe (49l), Fritz Ruttge (48l), Paul Prek (35l), Emil Lechelt (46l), Otto Spiegel (40l) żołnierze radzieccy wyprowadzili z wioski w nieznanym kierunku ; żaden z nich więcej nie powrócił. Los tych Gryżynian jest nieznany..

W obozie koncentracyjnym Lübben śmierć ponieśli: Emma (70l) i Gustav (74l) Hahn, Ida (37l), Werner ( 11l), Kurt (10l), Erwin (7l) i Anneliese (1l) Zerbe.

Z powodu biedy, niedostatku i głodu zmarli w Gryżynie lub podczas późniejszego wysiedlenia i ucieczek: Ernst Mayer (70l), Karl Seifer (66l), Bertha Seifer (55l), Pauline Grabowski (76l) , Agnes Schmidt (53l), Manfred Keiser ( 12l), Anna Hoppenheit (40l), Gustav Linke (55l), Heinrich Wache (70l), Otto Grabowski (75l), Matrha Spiegel (65l), Martha Schallen (65l), Mathilde Knappe (76l), Hermann Stellmacher (76l), Anna Nitschke (71l), Frieda Ketzer (36l) Minna Schicht (42l) , Karl Rutke (75l) pani Drewke (54 l) i Herman Länger (75l).

Czerwonoarmiści przybyli do Gryżyny, jako tzw. wyzwoliciele, opuszczali te tereny po zupełnej zagładzie, której byli autorami i sprawcami.

Pomordowani, zadręczeni i skatowani ludzie, świadkowie tych strasznych czasów po latach bywają często zapominani, nic już ich nam nie przypomina. Tutaj jednak w opisie Gryżyny jest miejsce dla nich i do wspomnień o nich. To jedno możemy dla nich uczynić i to jesteśmy im winni.

Żyjący w tamtych okropnych czasach , wówczas 10 letni Erhard Hendschke był świadkiem tych zdarzeń z końca stycznia 1945r.

Do dzisiaj zachował w pamięci wspomnienia, których nie może zapomnieć. Pamięta bardzo surową zimę na przełomie lat 1944/45, kiedy to przed wielkimi mrozami chronić trzeba było twarz i ręce, które obmarzały. Pamięta jak rozpoczęły się szkolne ferie zimowe, po których, czego nie przypuszczał, już nigdy nie powrócił do swojej szkoły.

W miesiącu grudniu wielu mieszkańców Gryżyny powracało z przymusowej tułaczki, która była ucieczką przed Armią Radziecką. Wielu przybywało z dorzecza Warty i Odry oraz z jeszcze bardziej odległych rejonów. Umęczeni wygnańcy i wypędzeni przyjmowani byli bardzo serdecznie. Zakwaterowywano ich tymczasowo w stodołach oraz częściowo w Zamku Myśliwskim. Gdy brakowało miejsc noclegowych wielce solidarna okazała się społeczność Gryżyny, która prawie w każdej zagrodzie przyjmowała uchodźców.

Troszkę dachu nad głową oraz odrobinę miłości bliźniego dodawało tym ludziom ochoty do dalszego życia i nadzieję do powrotu do swej ojczyzny.

Oszukańcze i kłamliwe były oficjalne wiadomości władz niemieckich. Jeszcze 28 stycznia 1945r. burmistrz Krosna oraz namiestnik wojskowy okręgu w komunikatach oświadczali, że Armia radziecka została powstrzymana w swoim marszu na zachód, nie ma powodu do paniki, na razie okręg krośnieński jest tylko z jednej strony zaatakowany, zaś do ludności słano apele by pozostała w swoich zamkniętych społecznościach.

Już następnego dnia wszelkie tego rodzaju komunikaty okazały się bzdurą i kłamstwem. Ok. godziny 20.00 do drzwi wejściowych rodziny Hendschke sztormowali przybyli do Gryżyny Żołnierze radzieccy. Zajęli wszystkie pokoje, jako swoją kwaterę. Pogrążony w głębokim śnie syn Erhard nie wiedział o zaistniałym wydarzeniu. Widząc postacie żołnierzy przypuszczał, że to żołnierze niemieccy, ale dla pewności jeszcze spytał matkę. Matka tylko ruchem palca na usta przywołała dziecko do milczenia i cicho oświadczyła : to kwaterunek wojskowy. W tym momencie stało się dla niego jasne, że obecność wojsk radzieckich w Gryżynie stała się faktem. Przez okna widoczne były już płonące stodoły podpalone przez Rosjan. Wraz z podpaleniami dla Gryżyny nastały czasy grozy i zniszczenia.

W Gryżynie nie było żadnego wojska niemieckiego ani też nie stwierdzono protestów i oporu ludności wobec armii czerwonej.

To jednak nie powstrzymało okupanta radzieckiego od uczynienia z Gryżyny pobojowiska gruzu i popiołu.

Stale było słychać strzały od strony wioski. Do kogo strzelali Rosjanie nie było wiadomo. Wiadomo jednak, że nie do mieszkańców wioski (gdyż nikt nie stawiał najeźdźcy oporu).

Coraz więcej zagród gospodarczych w Gryżynie płonęło, podpalonych przez Rosjan. Paliło się probostwo, gospoda rodziny Rudolfa Stielow, leśniczówka, posterunek straży pożarnej, jak również garażownia z traktorami należącymi do właścicieli majątku ziemskiego Gryżyny. Podpalacze podłożyli ogień pod dwie stodoły, w których znajdowali się uchodźcy, szukający tam schronienia. Pilnowano, by nikt nie wyszedł na zewnątrz, bestialsko obserwując palących się żywcem ludzi.

 

Przytoczyć należy jeszcze tragiczne w skutkach zdarzenia, które miało miejsce w budynkach byłej gorzelni w Gryżynie.

Budynek częściowo wykorzystywany był jako mieszkalny, posiadający obszerne piwnice, byłe magazyny trunków. Owe piwnice służyły jako chłodnie dla magazynowania mięsa z ubitej dzikiej zwierzyny. Ernst Majer zastępca komendanta rejonowego NSDAP (narodowo Socjalistycznej Partii Pracy Niemiec) w przededniu wejścia wojsk radzieckich do Gryżyny wystawił uzbrojony patrol, który powinien strzec piwnicy, a do ewentualnych złodziei strzelać. Warta pozostała w piwnicach gorzelni, przypuszczalni złodzieje nie pojawili się, broń ukryto i zamaskowano w piwnicy.

Kiedy Rosjanie znaleźli ową broń, podejrzenia padły na istnienie w budynku zorganizowanej grupy faszystowskiej, z która postanowiono się rozliczyć. Wszystkich lokatorów sprowadzono do piwnicy, gdzie dokonano na nich egzekucji rozstrzelania.

Z tego grona uratował się jedynie Hans Hamański, przyjaciel Erharda Hendschke, który schował się za drzwiami w piwnicy, a w gęstych obłokach kurzu i dymu płonącego domu udało mu się wyjść niezauważonym przez Rosjan.

W Gryżynie rozstrzelano również Ukrainkę, pracownicę najemną u niemieckiego gospodarza. Oficera politycznego rozzłościł fakt pochlebnej opinii o Niemcu wyrażonej przez ową kobietę. Tacy ludzie określani byli jako bakcyle społeczni, których trzeba było koniecznie zlikwidować.

Sterta zabitych mieszkańców Gryżyny przeniesionych do ogrodu obok probostwa stale rosła. Zamarznięta ziemia nie pozwalała na szybki ich pochówek. Dla mieszkańców wioski widok był straszny. Dla Rosjan to zwykły stos, jak mówili: „Kaputte Germanskis”.

Po kilku dniach spokojnych ponownie słyszano strzały, lecz tym razem dochodziły one do wioski od strony zachodniej. Czyżby Niemcy szykowali kontrofensywę? Wydawać się mogło, że Rosjanie uwierzyli w to przypuszczenie. Zauważono ich wielką nerwowość , połączoną jakby z panicznym strachem. Biegali po pozostałych, niespalonych budynkach nerwowo gestykulując, wypędzając z nich mieszkańców. Tym razem zezwalano mieszkańcom na zabranie niektórych przedmiotów osobistych, żywności i odzieży. Polecono wszystkim natychmiast opuścić wioskę i udać się do Babimostu.

Matka Erharda Hendschke postanowiła ze swoimi dziećmi ukryć się w lesie pomiędzy Gryżyną a Kosobudzem.

Po pierwszym dniu ciężko żałowała podjętej decyzji, gdyż po opadach deszczu zaczął sypać śnieg i nastały mrozy, które nie pozwoliły na chwilkę snu i wytchnienia podczas tej tułaczki.

Następnego dnia z rana udali się do Kosobudza, gdzie znaleźli na krótko schronienie w mieszkaniu pewnego nauczyciela. Po krótkim pobycie w tej kwaterze , dotychczas spokojny łaskawca stał się niespokojny i podejrzliwy. Pani Handschke zrozumiała, że muszą na nowo schronienia szukać w lesie. Na krótko zatrzymali się w leśniczówce w Niedźwiedziu. Tu schroniła się również rodzina Reimam z Węgrzynic. Po kilku dniach musieli leśniczówkę opuścić, ustępując miejsca przybyłym pijanym żołnierzom radzieckim. Rosjanie opuszczali te tereny, zapowiadając rychły powrót i jeszcze trudniejsze dla nich czasy.

Kolejny etap tułaczki rodziny Hendschke to schronienie się w starej szopie narzędziowej na polach Węgrzynic, w nadziei, że nie zostaną zauważeni przez nerwowych i nieufnych czerwonoarmistów.

Szukając schronienia i dachu nad głową , zawędrowała rodzina Hendschke do budynku rodziny Emila Lechelta na Wzgórzu Augustyna. Właściciele posesji pana Lechelta zabrali Rosjanie i dotąd wszelki ślad po nim zaginął.

Nieoczekiwanie, nocą w budynkach pojawili się wycieńczeni i wygłodzeni żołnierze jednej z jednostek Wermachtu stacjonujących nieopodal.

Szczęściem dla wszystkich, niezauważeni przez Rosjan wycofali się (nie będąc zagrożeniem i ewentualnym powodem do odwetu i represji na ludności wiejskiej).

Pani Hendschke opuściła wraz z dziećmi budynek Emila Lechelta i przeniosła się tymczasowo do mieszkania rodziny Tepper położonym na końcu Wzgórza Augustyna.

Nie wiadomo, czego oczekiwali i na co liczyli w najbliższej przyszłości.”

 

Literatura:

  1. Horst Heck, Liblaer Str. 63, 50231 Brühl: „In der Dormitte sprudelten die Griesel-Oellen” Heimgrüße
  2. Krause, Werner H. „Totentanz im Oderland” Druffel & Vohwickel
  3. Encyklopedia Powszechna PWN- Warszawa 1973r.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Historia Griesel przed 1945r

  1. maillot de foot 2013 pisze:

    I really enjoy the blog.Much thanks again. Great.

  2. magdalene raetsch pisze:

    Great Miss mm. I enjoy too.

  3. Helio pisze:

    Polował tu może cesarz Wilhelm II?

    • Wojtek Piotrowski pisze:

      Raczej nie. Wzmainki, ani wpisu Wilhelma II nie ma w Jagdbuch prowadzonej w Gryżynie od 1889 roku.

Możliwość komentowania jest wyłączona.