Vordermuhle, Pierwszy Młyn

dg19Żeby tam dojść trzeba iść na koniec wsi, w kierunku Bytnicy. Skręcić w lewo, iść drogą u stóp zbocza. Na to miejsce od zawsze mówiliśmy Wąwóz. Kiedy byłyśmy małe las na zboczu był niewielkim młodnikiem, teraz znowu sosny są całkiem spore. Przedtem, podobno, rósł tu stary las, który wycięto przed naszym urodzeniem. Czasem szłyśmy drogą prowadzącą na szczyt wzgórza. Tam nawoływałyśmy echo, ciesząc się jakie jest wyraźne. Widziałyśmy też stamtąd rosnące w dolinie trzy brzozy, trzy siostry, jak my, mówiłyśmy.

Ale do młyna trzeba iść dołem, cały czas prosto, potem pełną błota ścieżką odganiając się od komarów, minąć drewniany mostek z żerdzi na rzeczce by wyjść na polanę z wielkim dębem. Lubiliśmy tam przychodzić, chodzić po ruinach, po stercie cegieł i kamieni, wchodzić do tego, co kiedyś było piwnicą; stawać na żelaznym kole z napisem Neu Salz, zbierać rosnące na mokrej ziemi poziomki i zbiegać z krzykiem ze zboczy wąwozu, grubo pokrytych bukowymi liśćmi. Kiedyś spotkaliśmy siedzącego pod dębem starszego człowieka. Podobno płakał… Zakopał tam skarb! mówiłyśmy i przez jakiś czas żyłyśmy z przekonaniem, że skarb na pewno tam jest, pod tym wielkim kamieniem.

Patrząc na zdjęcia trudno uwierzyć, że stał tam taki duży dom! Ale był, stał, dziś świadczą o tym jedynie kamienne koryta dla zwierząt i resztka ruin, nie ma nawet kół z napisem Neu Salz. Młyn trwa za to w pamięci. Posłuchajcie.

Opowieść Pani Eli Jędrzejek

Do młynów ze wsi prowadziła wąwozem szeroka droga wysadzana dorodnymi dębami . Zostały one w latach 50-tych w większości wycięte. We młynie pracowali i mieszkali  Sokołowscy, moja ciocia. Dochodząc do młyna od strony Gryżyny wychodziło się na rozległą łąkę. Na niej kiedyś, pamiętam, dwudziestu czterech Janów robiło przyjęcie imieninowe. Budynek pierwszego młyna był  bardzo duży, stal prostopadle do rzeczki Gryżynki. Obok biegła droga prowadząca do drugiego i trzeciego młyna.

Budynek młyna pierwszego  składał się  z dwóch części : wyższej, gdzie był młyn i niższej gdzie było mieszkanie. Z tyłu domu do  części mieszkalnej przylegała  przybudówka przed która była kładka. Przed wejściem do części mieszkalnej budynku, po obu stronach schodków rosły dwa drzewa – głogi.  Kwitły zawsze w czerwcu. Wokół domu był piękny ogród, dużo kwiatów, drzew owocowych, warzywnik.

W części mieszkalnej  pokoje były na dole, na  pietrze  a także na poddaszu. Często tam nocowałam; jeśli nie było gości spałam na dole, kiedy  przyjeżdżali – na poddaszu. Kuchnia była po lewej stronie od drzwi wejściowych, w kształcie litery L, w tylnej części domu. Była ogromna!  

Na mały domek z pruskim murem mówiono „kaczy domek”, bo  służył pani Sokołowskiej za wylęgarnię małych kaczek. Przy nim był staw; za moich czasów nie pływano już po nim łódkami. Za młynem była bardzo duża stodoła, dalej obora (w której do dzisiaj można oglądać świetnie zachowane kamionkowe koryta), a za budynkami ciągnęły się ogrody. Dziś są tam tylko zarośnięte bagna .

Po Sokołowskich młyn objął niejaki Kot, a po nim Jędrzejek  (ale to nie była rodzina Józefa Jędrzejaka ). Ich siedmioletnie dziecko  utopiło się w Gryżynce poniżej turbiny – spadło do wody z kładki.  Jego grób jest na gryżyńskim cmentarzu… 

Drugi młyn za moich czasów już wtedy był w ruinie.

Młyn trzeci nazywano ” Kasieńka ” od imienia pani Mikołajczyk – młynarzowej. Znaleziono tam ciało Niemca  pochowano powyżej młyna i postawiono krzyż, ale dziś go już nie ma.

Kiedy w latach 50-tych komunistyczne władze nakazały likwidowanie wszelkich prywatnych własności, młynarze zmuszeni byli opuścić  młyny. Opuszczone  budynki zaczęły niszczeć, stawały się łakomym kąskiem dla szabrowników. Potem przyszedł odgórny nakaz odgruzowywania, przysłano ekipę do rozbiórki młynów. Ekipa ta została zakwaterowana w naszym domu i pamiętam, jak robotnicy mówili, że za gruz z młynów powiat dostał 13 .000 zł i że cegły  poszły do Wrocławia.

1 (9)

 

 Opowieści Pani Krystyny Watrak:

Bardzo dobrze pamiętam Pierwszy Młyn, bo często zabierała mnie tam ciocia Regina, która była pielęgniarką i chodziła tam robić zastrzyki. Pamiętam, że byłam bardzo zdziwiona i zgorszona, że ciocia robiła te zastrzyki w pupę.

Młynarzem był wtedy niejaki Kot. Chodziłyśmy tam pieszo i myślę, że ciocia brała mnie tam z sobą bo bała się sama iść przez las. Pamiętam, że w środku było bardzo ładnie: były piękne posadzki we wzorki, bardzo duży pokój, piękne piece kaflowe na zwieńczeniu których, tak mi się zdaje, były figury aniołów. Między kuchnią a pokojem było – dobrze to pamiętam – okienko, które zawsze lśniło czystością. Można było przez nie zaglądać co się dzieje w pokoju i pamiętam, jak gospodyni wołała przez nie domowników na obiad. 

Ten osobny domek – niektórzy nazywali go „ kaczym domkiem” – był według mnie altaną. Wchodziło się do niego po drewnianych schodkach, w środku była podłoga z desek, piec kaflowy, balkonik. Przed nim był ogród kwiatowy.

 vn17

Widok na młyn od strony drugiego młyna

Opowieść Pani Aliny Majko:

W Pierwszym Młynie po wojnie pracowali i mieszkali Sokołowscy. Niektórzy mieszkańcy Gryżyny uważali, że ich mąka nie jest tak dobra jak młynarzy z Trzeciego Młyna, więc kiedy chcieli zemleć ziarno w Trzecim niezręcznie było im przejeżdżać obok młyna Sokołowskich. Woleli więc nakładać drogi i jechali drogą grabińską, a potem przez las.

Trzeci Młyn był dużo większy, okazalszy niż pierwszy. Mieszkali tam i pracowali Kużele. Byli dość młodzi i w tym czasie urodziła im się tam we młynie córka. Podobno rok temu przyjechała tutaj zobaczyć miejsce swoich urodzin.

Do Trzeciego Młyna często jeździłam z Panią, która była krawcową i u której uczyłam się zawodu ( mieszkała ona w Gryżynie, w domu za krzyżem).  Jeździłyśmy do młyna bo Pani młynarka często coś szyła u krawcowej, więc trzeba jej było zawieźć, dowieźć lub przymierzyć. Jeździłyśmy  furmanką, przyjmowano nas tam zawsze serdecznie, częstowano ciastem i herbatą więc bardzo lubiłam tam jeździć.

Już jako mężatka chodziłam często na grzyby w stronę Grabina.  Mój mąż znał te tereny lepiej niż ja. Kiedyś pokazał mi źródełko wybijające z wysokiej góry, z którego  zawsze pił wodę; zostawiał tam sobie specjalnie kubek …

młyn1

Pierwszy Młyn, głogi po obu stronach schodków, po prawej stronie część mieszkalna, po lewej produkcyjna. W piątym oknie od prawej była kasa.

 młyn2

„Kaczy domek”

 Zdjęcia znalezione w internecie. Opowieści zebrane z przyjemnością przez Martę Miś 🙂

 

Wspomina Pan Marian Dolata

Pamiętam, że w latach 50 – tych istniały dwa młyny. Pierwszy działał w najlepsze. Woda spływająca z Gryżynki spiętrzana była w dużym zbiorniku, skąd dalej spadając uruchamiała turbinę. Młyn miał swój własny agregat prądotwórczy i energia elektryczna była za darmo. Wieczorem młynarz – Pan Kot – uruchamiał urządzenie podające prąd do części mieszkalnej młyna.

Po przeciwnej stronie młyna ok. 100 m od niego znajdował się piękny biały dom jednorodzinny. Pamiętam, że ten budynek już wtedy nie był zamieszkały. Los takich domów niestety jest już krótki. Identyczny budynek był obok leśnictwa Pana leśniczego Leona Czekały (dzisiaj mieszka tam rodzina Państwa Boguckich). Domy te niestety już nie istnieją. Na wysokości istniejącego kamienia młyńskiego rozpoczynały się duże obiekty gospodarskie (stodoła, chlewy), a budynki były zbudowane w kształcie litery C.

Do obu młynów prowadziła z Gryżyny nieźle utrzymana i przejezdna droga. Łąki położone pomiędzy Gryżyną a Pierwszym Młynem były koszone i utrzymane w wysokiej kulturze. Pamiętam też, że pomiędzy młynami znajdowały się ruiny starego tartaku.

Patrząc na budynek młyna od frontu to pamiętam z dzieciństwa, że bywało tak, iż przed młynem stała długa kolejka furmanek ze zbożem (często kończyła się w miejscu gdzie zaczynała się stodoła i leżały kamienie młyńskie (2 albo 3). Furmanki podjeżdżały pod niewielką rampę i odjeżdżały ze zmielonym zbożem z młyna, skręcając w lewo. W młynie worki transportowano wózkiem na dwóch kółkach.

Z młyna wiodły trzy drogi na Augustynkę. Rozwidlenie dróg znajdowało się za tamą spiętrzającą wodę stawu, który często jest wiodącym motywem starych pocztówek. Pierwsza droga  skręcała w lewo i u podnóża stoku, prowadziła wzdłuż łąk, obok starego spróchniałego dębu, dalej obok stawu „połówka”, wychodząc na aleję dębową prowadzącą w kierunku domu Państwa Majko. Druga skręcała w prawo i dalej prowadziła ostro w lewo pod górę, by znów rozwidlić się. Z tego miejsca jedna droga z pięknymi brzozami wiodła w lewo do Augustynki mijając po lewej stronie łąki, a druga droga skręcała w prawo i kończyła się przy ośrodku wczasowym nad jeziorem. Była też z Augustynki ścieżka do młyna, która znakomicie skracała dystans. Po zejściu ścieżką z góry, mijając ogromne połacie jagodowisk schodziliśmy do tamy spiętrzającej wodę, a następnie był most z tamą, która z dużym hałasem i siłą napędzała turbinę młyna.

Za budynkiem młyna w kierunku tylnego młyna, albo jak jak to wtedy mówiono „drugiego młyna”, znajdował się znakomicie prowadzony ogród urzędujących młynarzy. Stodoły i obory nie były w pełni wykorzystane i w zasadzie były puste. Otoczenie tak zwanego „kaczego domku” było już wtedy zarośnięte i zaniedbane.

Co ciekawe droga prowadząca z Gryżyny do młynów (1 i 2 – go)była bardzo dobrze utrzymana. Była to piękna aleja dębów. Mój Tata opowiadał mi,że bardzo o drogę dbano i naprawiano ją po uszkodzeniach spowodowanych roztopami ect.

Pierwszy młyn przestał funkcjonować, kiedy gwałtowna burza i ogromny opad deszczu, a w konsekwencji duży napór wody ze zbiornika spowodował ogromną wyrwę niszcząc zbiornik. Zniszczeń tych nie odbudowano, a ok. roku 1960 młyn rozebrano. Budynki gospodarcze stały jeszcze przez jakiś okres nieprzydatne nikomu, ale i po nich dzisiaj nie ma już śladu.

*******************

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Różne i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

17 odpowiedzi na „Vordermuhle, Pierwszy Młyn

  1. M&K pisze:

    Było pięknie

  2. Nauru pisze:

    Normally I do not read article on blogs, however I wish to say that this write-up very forced me to try and do it! Your writing style has been amazed me. Thank you, very nice post.

  3. Marian Dolata pisze:

    Patrząc na budynek młyna od frontu to pamiętam z dzieciństwa, że bywało tak, iż przed młynem stała długa kolejka furmanek ze zbożem (często kończyła się w miejscu gdzie zaczynała się stodoła i leżały kamienie młyńskie (2 albo 3). Furmanki podjeżdżały pod niewielką rampę i odjeżdżały ze zmielonym zbożem z młyna, skręcając w lewo. W młynie worki transportowano wózkiem na dwóch kółkach. Z młyna wiodły trzy drogi na Augustynkę. Rozwidlenie dróg znajdowało się za tamą spiętrzającą wodę stawu, który często jest wiodącym motywem starych pocztówek. Pierwsza droga skręcała w lewo i u podnóża stoku, prowadziła wzdłuż łąk, obok starego spruchniałego dębu, dalej obok stawu „połówka”, wychodząc na aleję dębową prowadzącą w kierunku domu Państwa Majko. Druga skręcała w prawo i dalej prowadziła ostro w lewo pod górę, by znów rozwidlić się. Z tego miejsca jedna droga z pięknymi brzozami wiodła w lewo do Augustynki mijając po lewej stronie łąki, a druga droga skręcała w prawo i kończyła się przy ośrodku wczasowym nad jeziorem. Była też z Augustynki ścieżka do młyna, która znakomicie skracała dystans. Po zejściu ścieżką z góry, mijając ogromne połacie jagodowisk schodziliśmy do tamy spiętrzającej wodę, a następnie był most z tamą, która z dużym hałasem i siłą napędzała turbinę młyna. Za budynkiem młyna w kierunku tylnego młyna, albo jak jak to wtedy mówiono „drugiego młyna”, znajdował się znakomicie prowadzony ogród urzędujących młynarzy. Stodoły i obory nie były w pełni wykorzystane i w zasadzie były puste. Otoczenie tak zwanego „kaczego domku” było już wtedy zarośnięte i zaniedbane. Co ciekawe droga prowadząca z Gryżyny do młynów (1 i 2 – go)była bardzo dobrze utrzymana. Była to piękna aleja dębów. Mój Tata opowiadał mi,że bardzo o drogę dbano i naprawiano ją po uszkodzeniach spowodowanych roztopami ect.

    • mm pisze:

      Pozwoliłam sobie zebrać w jedno Pańskie wspomnienia o młynach i dodać je do istniejącej już notki, żeby nie trzeba było ich szukać w komentarzach. Jeśli będzie Pan kiedykolwiek w Gryżynie, zapisuję się na wycieczkę po młynach z Panem jako przewodnikiem 😉

  4. Asia M pisze:

    Ja tez!!a moze przyjada wszyscy na wspolne spotkanie??

  5. Asia M pisze:

    To fakt:).jednak raz sie zyje a spotkania po latach bywaja tworcze:)

  6. Nina M. pisze:

    Pierwszym młynarzem w 1945r „Vordermule” był mój dziadek Jan Sokołowski. W tym młynie odbyło się wesele moich rodziców Kazimiery Sokołowskiej (najstarszej córki Jana i Michaliny Sokołowskich) ze Zdzisławem Wareckim. Był to pierwszy (lub jeden z pierwszych) ślub w w powojennej Gryżynie w listopadzie w 1945r. Ten płaczący starszy mężczyzna to był mój dziadek właśnie, który po latach odwiedził Gryżynę (miejsce po młynie) i nie mogł uwierzyć, że taki piekny obiekt został zniszczony. No ale to już inna historia.

  7. Asia M pisze:

    Ciesze sie ze znalazla sie kolejna z osoba z gryzynskiego kregu:).Czy posiada Pani stare fotografie?

    • Nina M. pisze:

      Witam, posiadam pocztówkę z niewysłanymi pozdrowieniami z Gryżyny z 1937r. Ta sama pocztówka widnieje pod opwieściami Pani Eli Jedrzejek. Przedstawia ona staw przed młynem z altaną, (nic mi nie wiadomo o wylegarni kaczek mojej babci, przynajmniej nikt nigdy z rodziny nie przekazywał takiej informacji) i nigdy nie nazywano tej altany „kaczym domkiem”. Pływało się po stawie łódką i altana była takim rekreacyjnym domkiem do spotkań towarzyskich i rodzinnych (bo podobno w tamtych czasach do młyna moich dziadków przyjeżdżało dużo gości. Posiadam zdjęcie przedstawiające moich rodziców (nowożeńców) na tle głównego wejścia do budynku mieszkalnego, oraz gości weselnych przy wejściu bocznym. Rodzice posiadali dużo zdjęć młyna ,ale zostały one wypożyczone przez kogoś kogo nie znam i nie zostały oddane. W 1945 roku po objęciu młyna przez mojego dziadka prezentował się on (i otoczenie) okazale i pięknie. We wspomnieniach babci i dziadka Gryżyna zajmowała szczególne bardzo ważne miejsce.

      • Lech Piotrowski pisze:

        Ja pamiętam z dzieciństwa młyn i Pani dziadków . Mieszkałem w gryżynie w latach 1945-1960 mój ojciec był tam nadleśniczym.Wiele razy byłem w młynie i także uważam ze wówczas młyn prezentował się wspaniale,pracował „pełną parą”.
        Chodziłem do szkoły z Pani wujkiem Piotrem.
        Z opowieści też pamiętam zdarzenie że kiedyś w latach czterdziestych był zbrojny napad rabunkowy na młyn czyli na Pani dziadków.Ponadto w pierwszych latach po wojnie ze względu na zniszczenie sieci energetycznej nie było w Gryżynie prądu z zewnątrz ( z elektrowni) – my w nadleśnictwie mieliśmy prąd wytwarzany przez generator w młynie Pani dziadków. Pozdrawiam

        • Nina M. pisze:

          Witam Pana, cieszę się bardzo że jest ktoś kto pamięta moich dziadków i młyn prawdziwie. O napadzie nie chciałam pisać, bo był on bardzo traumatyczny we wspomnieniach dla całej rodziny Sokołowskich, dziadek został wtedy mocno pobity a małe dzieci świadkowie wydarzenia mocno to odchorowały – cała rodzina stała pod ścianą przygotowana do egzekucji (wielokrotnie opowiadano o tym wydarzeniu). Cieszę sie również, że pamięta Pan Piotra. Młyn był samowystarczalny pod każdym względem – na owe czasy i w odbiorze ludzi był „cudem techniki”. Pozdrawiam Nina M.

  8. mm pisze:

    Bardzo jestem ciekawa tego zdjęcia … Jeśli chciałaby Pani, żebym dodała je do wpisu, proszę przesłać je na adres: makis@wp.pl
    Cieszę się bardzo, że Pani tu zajrzała 🙂

  9. Nina M. pisze:

    Witam, przesłałam zdjęcia, nie wiem czy są dość czytelne (mają już swoje lata) i czy wniosą coś nowego do wspomnień o ludziach Gryżyny. Swoją drogą serdecznie gratuluję pomysłu powrotu do wspomnień o Gryżynie minionych lat. Mimo tego,że pamięć ludzka nie do końca jest precyzyjna i informacje przekazywane z pokolenia na pokolenie mogą być nie dość prawdziwe (każdy pamięta inaczej i po drodze pamięci coś tam umknie) to uważam, że warto wracać do wspomnień o ludziach i takich pieknych miejscach jak np.Gryżyna. Jeszcze raz serdecznie gratuluję i życzę dalszego upiększania Gryżyny przez obecnych mieszkańców.
    Nina M.

  10. Asia M pisze:

    kolejne zdjecie do gryzynskiej kolekcjii:).Teraz latwiej sobie wyobrazic zycie we mlynie,dla nas zawsze bardzo.tajemniczym i zagadkowym miejscu.Ps.kto wg.Pani dokonal tego napadu?

    • Nina M. pisze:

      Życie we młynie było ciekawe nie tylko dla jego mieszkańców ale również dla mieszkańców Gryżyny. Na pytanie dotyczące napadu nie ma odpowiedzi na forum, natomiast odpowiedź jest i to nie wg mnie (bo mnie wtedy nie było na świecie) tylko wg faktów.

  11. s.w. pisze:

    Tak, to smutna historia . Szczęście , że się dobrze skończyła. W tych pierwszych powojennych latach zdarzeń przykrych a i tragicznych w Gryżynie nie brakowało . Takie to czasy były , niespokojne , niepoukładane , niepewne .Te „wycieczki ” szabrowników z całej Polski …Trudno sobie dziś to wszystko wyobrazić.

    Pani Nino ! Prosimy o więcej wspomnień!
    Pozdrawiam

Możliwość komentowania jest wyłączona.